Assassin’s Creed – uniwersum warte poznania

„Gra powstała na kanwie wydarzeń historycznych. Jest to dzieło fikcji, zaprojektowane, opracowane i stworzone przez wielokulturowy zespół, wyznający różne wierzenia i religie”. Tę formułkę jest w stanie wyrecytować każdy fan serii, nawet jeśli się go obudzi w środku nocy. 
Asasyni to zakon, ale nie taki, gdzie marnuje się czas na modlitwy i kontemplację. Tam szkoli się zabójców, którzy dbają o utrzymanie w świecie pokoju i wolności, czyli tacy bardzo kosmopolityczni lewaccy bojówkarze. Oczywiście jak to zwykle bywa, ci „dobrzy” muszą mieć wrogów, a są nimi Templariusze, którzy uważają, że ludzi można uszczęśliwić tylko w jeden sposób – zniewolić ich i sprawować nad nimi kontrolę, tak by nie byli tego świadomi, wierząc że są wolni.  To od razu zalatuje liberalną prawicą. Zostawmy jednak kwestie polityczne, gdyż są one dyskusyjne, a każda strona ma różne oblicza. Tak samo w grze grupy nie są do końca przedstawione jako dobre lub złe, lecz oba obozy balansują na poziomie szarości, a wyznawcy obu frakcji są przekonani, że działają dla większego, ogólnie pojętego dobra. 
Oba obozy nie są do końca dziełem fikcji, są to prawdziwe organizacje, o fascynującej historii. Motto asasynów (również w realnym świecie) brzmi „Nic nie jest prawdziwe, wszystko jest dozwolone” i odnosząc się do niego, każdego z Was zachęcałbym do dogłębniejszych badań, często kontrowersyjnych motywów. Dlatego na początku tekstu zacytowałem formułkę, pojawiająca się przy wczytywaniu gry, która wskazuje, że złamany zostanie niejeden twardy dogmat. Tytuł może urazić wiele konserwatywnych grup, a gorliwi fanatycy religijni będą widzieli w nim szatański instrument demoralizujący młodzież. Denerwować się może nawet Green Peace,  gdyż polowanie na wieloryby jest zjawiskiem skrajnie niepoprawnym ekologicznie.
Historia jest dla fabuły jedynym ograniczeniem – sprawia, że uniwersum jest naprawdę szerokie i może się wpisać w dowolne miejsce, w dowolnym okresie. Główna walka dzieje się we… współczesności. A to niespodzianka. Fani karmieni obrazkami z poprzednich epok mogą przeżyć szok, ale to właśnie nasze czasy są głównym polem bitwy. Templariuszy nie przypadkowo porównałem do liberałów – są oni rozsiani po świecie i zajmują wysokie stanowiska w rządzie i korporacjach, co pozwala im sterować polityką tego świata. Abstergo jest gigantyczną machiną biznesową,  założoną przez wpływowych Templariuszy. To tam znajdują się wielkie umysły tego

świata, które na zlecenie swoich szefów tworzą wynalazek, dzięki któremu możliwe stanie się znalezienie prastarych artefaktów, umożliwiających kontrolowanie ludzi. Tak postał Animus, urządzenie służące do odczytywania wspomnień naszych przodków. Są one wydobywane z naszego DNA i renderowane w trójwymiarowym środowisku. Skoro posiadamy już urządzenie, to potrzebny jest jeszcze odpowiedni obiekt, a o tych ciężko w dzisiejszych czasach, bo asasyni skutecznie się ukrywają poza zasięgiem radarów. Mimo to udaje im się znaleźć i uprowadzić kilka jednostek, lecz badania na nich nie przynoszą wielu odpowiedzi. Tak było dopóki nie namierzono Desmonda Milesa, barmana w jednej z nowojorskich knajp. I to właśnie z jego perspektywy oglądamy wydarzenia. 

Trzeba przyznać, że pomysł jest doskonały. W skutek użycia maszyny, poczynania skrytobójcy możemy odbierać jako „grę w grze”. Łatwo wtedy wytłumaczyć różne wskaźniki, paski, czy nawet encyklopedię. Mało tego, działaniem maszyny można rozwiązać problemy bariery językowej, bo przecież nic byśmy nie zrozumieli gdyby bohater mówił w swoim rdzennym języku. Sprawdźmy zatem co takiego odczytywał animus w kolejnych odsłonach.

Altair i trylogia Ezio

Pierwsza część tego tasiemca planowana była jako… spin-off Prince of Persia. Na szczęście dla nas seria rozwinęła się oddzielnie. W momencie pojawienia się nowej generacji konsol zazwyczaj jesteśmy raczeni nowymi markami, po które wtedy częściej sięgają gracze. Moment na start był idealny. Do tego świetna producentka i wizjonerka – Jade Raymond, obok jej uroku trudno było przejść obojętnie. Swoją osobą promowała serię w nietypowy sposób – jej urokiem zwodzeni byli dziennikarze. I tak dostaliśmy produkt, którego popularność przerosła trochę twórców. 

Pierwsza część przenosi nas w czasy wypraw krzyżowych. Wcielamy się w Altaira, młodego, zdolnego i dobrze prosperującego asasyna, który jednak zawala akcję i ledwo uchodzi z życiem z rąk templariuszy. Takiego szczęścia nie mają jego towarzysze. Altair stracił dobre imię i może je odzyskać tylko poprzez wytępienie jednostek wrogiego zakonu z terenu Ziemi Świętej i namierzenie kto stoi na czele przeciwników. Akcja gry dzieje się w trzech miastach: Akce, Damaszku i Jerozolimie. Przemieszczamy się między nimi oraz Masjafem, gdzie znajduje się główna siedziba Asasynów. Już na początku istnienia seria dorobiła się charakterystycznych wizytówek jak mieszanie się w tłum ludzi, czy „skok wiary”, oraz słynne ukryte ostrza. Niestety, części pierwszej wiele można zarzucić. Co z tego, że fajnie odwzorowano miasta jak nie można wchodzić do budynków. Wspinanie bywa toporne, a walka męcząca. Wady te poprawiono w drugiej części, która dla wielu jest najlepszą grą w historii i z pewnością wynagradza przemęczenie się z jedynką.
Czasem powstaje sequel i jest on tak dobry, że przyćmiewa nie tylko swego poprzednika, ale wszystko wokół. Assassin’s Creed II to dzieło geniuszu, na co złożyło się wiele elementów. Pierwszy i najważniejszy to bardzo dobre odwzorowanie epoki, oraz skupienie się na detalach historycznych. Czasy renesansu nie mogły być lepiej zaadoptowane. Gra to wielkie, otwarte włoskie miasta jak Florencja, Toskania, czy Wenecja, które wręcz emanują kulturą wysoką charakterystyczną dla tamtego okresu. Mamy nie tylko świetnie odtworzoną architekturę, która wspomagana jest przez encyklopedię Animusa przybliżającą nam ciekawostki na temat budynków, czy napotykanych historycznych postaci, ale również możemy podziwiać prawdziwe dzieła sztuki, które albo kupujemy w sklepach i przyozdabiamy nimi naszą rezydencję, albo napawamy się ich widokiem we wnętrzach różnych obiektów, które plądrujemy w misjach platformowych nasuwających skojarzenia z Prince of Persja. Do tego przygoda krzyżuje nas z takimi postaciami jak Leonardo da Vinci , Nicolo Macciaveli, czy Katarina Sforza. 
Drugim ważnym elementem, który wybija grę na wyżyny jest świetnie napisana historia głównego bohatera – Ezio Auditore (podobno jego imienia nie się odmienia). Poznajemy go od samych narodzin, przez co jego życie staje się dla nas jeszcze bliższe. Florencja kojarzy się z rodami Medyceuszy i Pazzich, którzy toczą ze sobą brutalne i krwawe spory o wpływy. Oczywiste, że ród Auditore jest wierny proasasyńskim Medyceuszom, a templariusze to konkurencyjna familia. Ezio toczy niesforne i hulaszcze życie, nie zdając sobie sprawy kim tak naprawdę jest jego ojciec i jaką ma sekretną tożsamość. Giovani Auditore wpada na trop wielkiego spisku Templariuszy, co kończy się źle dla niego i jego rodziny. Ezio zdołał uciec z zasadzki, lecz nie mógł powstrzymać najgorszego. To czego nie zdążył zrobić ojciec spadło na barki wujka Mario, który przygotowuje świeżo upieczonego asasyna do zemsty i oczywiście do podążania ścieżką wytyczoną przez credo. 
Duży nacisk położono na zadania poboczne. Przede wszystkim związane z ekonomią miasta, w którym zdobywamy wpływy poprzez wykupywanie punktów działalności gospodarczej, co powiększa nam regularne przychody, czy wykonując zadania danych gildii. Są też misje które wspomagają nasze doświadczenie, jak np. zbieranie kart kodeksu, na podstawie których Leonardo opracowuje nam zmyślne wynalazki. Jednak najbardziej istotnym elementem pobocznym są symbole zwane „Prawdą”. Pozostawił je w Animusie poprzednik Desmonda – tajemniczy obiekt 16. Odkryte znaki zawierają ciekawe łamigłówki, nasączone historycznymi powiązaniami asasynów. 
To wszystko zostało oprawione w pobudzającą nawet najgłębiej ukrytą wrażliwość, muzykę Jespera Kyda. Melodia rozbrzmiewająca podczas zwykłych spacerów w grze już sprawia, że można się rozmarzyć, a bardziej dynamiczne nuty oprawione delikatnym żeńskim chórkiem podnoszą poziom doniosłości niesamowicie wysoko. Utwory zawierają szczyptę ambientu wzbogaconą przez niesamowitą epickość. Dzięki warstwie muzycznej renesansowy klimat może się charakteryzować tą magią powagi, rozwoju i sztuki. 
Również Desmond nie próżnuje. Z małą pomocą ucieka z Abstergo i dołącza do ekipy współczesnych niedobitków zakonu zabójców, która w wynajętym magazynie pomaga przebrnąć mu przez wspomnienia. Jego poprzednicy nie znieśli dobrze długotrwałego przebywania w animusie, skończyło się to dla nich śmiercią lub szaleństwem. Desmond również zaczyna odczuwać coraz boleśniej wpływ maszyny, ale pojawiają się także pozytywne skutki wyciągania wspomnień jakim jest nabywanie umiejętności przodków, co nazwano efektem krwi. 
Doświadczenie jakie dała ta część jest niedopisania. Starałem się to jak najlepiej przelać na znaki alfabetu, ale to chyba za mało. Przez cały czas jesteśmy trzymani w napięciu, a sama końcówka… Spokojnie, spoiler alert nie będzie potrzebny. Powiem tylko, że okazało się, że konspiracja z jaką muszą się zmierzyć asasyni jest większa i starsza niż ktokolwiek mógłby przypuszczać i rozbudziła ona wielkie oczekiwania co do przyszłości serii. Szokujące zakończenie sprawiło, że polały się łzy radości, ślina ciekła strumieniami, a szczęki trzeba było zbierać z podłogi. 
Brotherhood było wyczekiwane przez graczy z wyciągniętym jęzorem. Naturalnie jest ta kontynuacja przygód Ezia, a nie pełnowartościowa trójka. Popularność bohatera z Florencji mogłaby zaszkodzić przeniesieniu miejsca akcji i gracze z pewnością by nie wybaczyli gdyby nie kontynuowano powieści w okresie renesansu. Fabuła opierała się na starciu z rodem Borgiów. Tych niegodziwców, o których opowiadał serial Rodzina Borgiów. Patologiczny papież i watykańskie orgie świetnie się sprzedały. Nie okazało się to co prawda tak mocnym materiałem jak u poprzednika, ale wystarczyło. Ogromny Rzym pełen zabytkowych obiektów historycznych jak Koloseum cieszył oko gracza. Szczególnie fajne były wycieczki do Watykanu. I właśnie szkarłatni kardynałowie stali się wizytówką tej części. Jeśli chodzi o rozgrywkę, to zmian było niewiele. Najważniejszą nowością był system sterowania bractwem asasynów, których mogliśmy wysyłać na misje dające doświadczenie i przywołać do pomocy w razie potrzeby. 
Dodatkowym smaczkiem dla nas, Polaków, może być darmowe DLC z postacią Mikołaja Kopernika (PS3 only). Gra się podobała, lecz nie dawała niczego czego byśmy nie znali, a nawet można było odnieść wrażenie, że ogrom oczekiwań ją przytłoczył. Ciekawy cliff-hanger zaserwował nam wątek w teraźniejszości i jak zwykle czekaliśmy z wielkim hypem na następną część. 
Zakończenie trylogii nazwano Revelations. Fani czekali na tę odsłonę jak na objawienie. Nastrojowy trailer, gdzie w pełnym akcji widowisku zaserwowano nam utwór Woodkida – Iron, który to nakręcał hype do kosmicznego wręcz poziomu. Chcieliśmy godnego pożegnania Ezia i dostaliśmy to. Fabuła mogła się podobać. Altair ukrył w siedzibie Asasynów w Masjafie tajemniczą bibliotekę, do której również próbują dostać się Templariusze. Drzwi niestety nie da się sforsować siłą i trzeba odnaleźć tajemnicze klucze, które zostały ukryte przez Nicolo Polo w Konstantynopolu. To w tym mieście, które łączy Europę z Azją i miesza się wiele kultur dzieje się akcja tej opowieści. Ta odsłona jest bliższa drugiej części, choć umiejętnie łączy wszystkie elementy wypracowane przez serię. Mamy znowu genialną muzykę Jespera Kyda, która niesamowicie buduje nastrój. Miasto pełne historycznych budowli cieszyło oczy (choć Wieża Galata, czy Haga Sophia mogą się wydać mniej ciekawymi obiektami niż te włoskie), a co najważniejsze, Ezio nawiązuje nowe znajomości z lokalnym oddziałem asasynów oraz politykami, a takie budowanie więzi fajnie rozwija elementy fabularne, czyniąc postać bardziej ludzką. Pojawia się nawet poważny wątek miłosny! 
Trafiamy też do wspomnień Altaira, które uzupełniają nam wiedzę o jego życiu przedstawioną w licznych odsłonach. Również Desmond musi się zmierzyć ze swoją przeszłością. 
Elementy rozgrywki niewiele się zmieniły, ale pojawił się fajny motyw – gra tower defence polegająca na obronie kryjówek asasynów. Osobiście mi się to bardzo podobało, ale przez fanów nie zostało to przyjęte z entuzjazmem. 
Była to już czwarta część serii, która opierała się na podobnych schematach. Fani, zamiast docenić godne zakończenie trylogii, narzekali na wtórność. Markę miała uratować kolejna odsłona, która oferować miała nam nie tylko nową epokę, ale także spore zmiany w rozgrywce. 

Era amerykańska

Pełnowartościowa „trójka” była zapowiadana na rewolucję poprzez… rewolucję amerykańską. Pierwsze co może zwracać uwagę, to fakt że jest to kompletnie inny okres od pozostałych. Przecież o to chodziło, prawda? Trailery z Indianinem odzianym w asasyńskie motywy pobudzały hype. Popularny w tym czasie utwór Radioactive został wykorzystany przy promocji i pasował do tej roli idealnie. W Polsce pojawiła się nawet reklama podczas rozpoczęcia Euro 2012, a więc w bardzo drogim bloku reklamowym. Ta część wiele znaczyła dla Ubisoftu. 
Problem w tym, że z nadmiaru zmian gra zupełnie straciła tożsamość. Dostaliśmy Indian, otwarte, wielkie połacie przyrody, z rozbudowanym systemem skakania po drzewach, polowaniami na zwierzęta… Tak. Wciąż mówimy o Asasynie, a nie kolejnej części Far Cry. Gra straciła przede wszystkim coś co pokochali fani w poprzednich częściach – klimatyczne miasto. Co z tego, że mamy Nowy York, w tamtych czasach to była dziura zupełnie nie przypominająca tego co znamy obecnie, podobnie jak Boston. Nie można było mówić o żadnej wirtualnej turystyce, bo nie było czego zwiedzać. Dobrze natomiast nakreślono tło historyczne. Braliśmy udział w wielu ważnych wydarzeniach jak podpisanie konstytucji, czy wyrzucanie herbaty w Bostonie. Poznaliśmy samego Georga Waszyngtona, o którym wzmianki pojawiały się już w poprzednich odsłonach. 
Główny bohater był jakiś sztywny… Podobnie jak Ezio poznaliśmy go od narodzin, ale trudno nam było się z nim utożsamić. Jego prawdziwego imienia nawet nie sposób zapamiętać, więc nazwano go Connor. I co zaskakujące – ciekawszą postacią od niego był… jego ojciec. Gra miała też plusy (chyba nie myśleliście, że nie). Pierwszy raz w serii wprowadzono możliwość pływania statkami i bitwy morskie. Był to niezwykle ciekawy element, który odrobinę wynagradzał nam inne niedociągnięcia. 
Desmond również się nie popisał. Akcja osadzona w „realu” to nie tylko okolice animusa, ale również misje w różnych częściach świata. Niestety, są one zrobione bez polotu i rozbudzają wątpliwość czy warto zrobić kiedyś odsłonę w obecnych czasach. 
Gry dzieli się na dwa sposoby, według okresów. Popularniejszy to ten dzielący wydarzenia w Europie od tych w Ameryce, ale gdyby zastosować podział z punktu widzenia Desmonda, to ta odsłona nie zaczynała by nowego okresu, ale kończyła by pewien rozdział. Sprawa, w którą był zamieszany nasz dawca wspomnień wreszcie znalazła swój finał. Pora odwiesić toporek. 
Jak już wspomniałem, w „trójeczce” największym plusem okazały się bitwy morskie. Ten element warto było pociągnąć dalej, a czwarta część z dopiskiem Black Flag zapewniła nowy poziom doznań. Nowych emocji dostarczyła zmiana środowiska na pirackie. Motywy morskich rabusiów w ciągu ostatnich lat stały się niezwykle popularne za sprawą Piratów z Karaibów. Jakość jaką cechują się gry o asasynach przelano w środowisko korsarzy co z miejsca daje nam najlepszą grę o piratach jaka powstała. 
Akcja tytułu dzieje się przed wydarzeniami z „trójki”. Konkretnie wcielamy się w dziadka Connora – Edwarda Kenwaya. Haytham już był niezłym draniem, ale jego ojciec jest jeszcze gorszy. To wzruszająca historia łobuza, który uwiódł bogatą pannę. Chcąc zapewnić jej dobrobyt oraz mieć pretekst do hulańczego, niczym nie skrępowanego życia, postanawia zostać piratem. Oczywiście nie wychodzi na tym dobrze, a na dodatek jego załoga nieumyślnie zaatakowała okręt asasynów w czasie sztormu… Z opresji wyszedł tylko on i pewien skrytobójca, który pochwalił mu się, że musi dostarczyć przesyłkę do gubernatora, za którą dostanie niezłe wynagrodzenie… Edward zwietrzył interes i zajął jego miejsce. To tylko początek fabuły, która nieźle już się pokomplikowała, a później robi się jeszcze ciekawiej. 
Równie ciekawie jest w realu. Seria wreszcie postanowiła uporządkować swoją tasiemcowość. Tym samym staliśmy się pracownikiem Abstergo Entertainment, nowego oddziału korporacji, zajmującym się rozrywką opartą na wspomnieniach przodków. Siedziba kolosa obfituje w smaczki, które wyłapie każdy fan. Największym szokiem mogła się okazać współpraca złej korporacji z firmą… Czwarta ściana została przełamana. „Trójka” pozostawiła nas z mocnym zakończeniem – ten wątek też został pociągnięty.
Po ujawnieniu, że „czwórka” będzie zahaczać o pirackie klimaty, fani niezadowoleni z poprzedniczki, znowu psioczyli na okres niepasujący do idei asasynów. Okazało się, że scenarzyści stanęli na wysokości zadania i nie popełnili błędu z poprzedniej części. 
Pazerne Ubi wie jaką markę trzyma w swoich łapach i w związku z tym w 2014 roku dostaliśmy aż dwie duże odsłony! Ktoś protestuje? Owszem, głosy krytyki są ogromne, ale prawdziwi fani łykają ten ruch. Czekanie rok na nową część jest bolesnym doświadczeniem, a tutaj francuska firma zrobiła dobrze właścicielom zarówno nowych jak i starych maszynek. Assassin’s Creed: Rogue to pomost między „czwórką”, a „trójką”. Pomost to dobre słowo, gdyż gra spinała również dwie generacje sprzętu, łącząc się fabularnie z następną częścią. Gra opowiadała o pewnym członku bractwa, który uznał, że towarzysze go zdradzili i przeszedł na stronę Templariuszy. Role się odwróciły i tym razem wybijaliśmy asasynów jak robaki, a nie odwrotnie. Tłumaczy to dlaczego w „trójce” bractwo właściwie nie istniało. To ostatnia część, która wyszła na stare konsole. Tytuł okazał się jak dla mnie strawny, ale przesadnie wtórny. To najbardziej recyklingowa odsłona w serii! Daniem głównym miało być jednak…

Powrót do Europy

Assassin’s Creed: Unity. Ten tytuł oprócz oczywiście postępu graficznego, zaoferował nam także szczególne tło historyczne – czasy rewolucji francuskiej. Pierwsze zwiastuny pokazywały nam, że Ubi chce zrobić godnego następcę „dwójki”. Do trailerów podłożono artystyczne kawałki Lorde czy Woodkida (dobrze znanego już z czasów Revelations), co sugerowało, że celuje się w wymagających fanów serii. Udostępnione gameplaye reklamowały miasto pełne ludzi. Obiecywano  13 000 ludzi przewijających się na ulicach! Jako mocny atut wskazywano architekturę Paryża, gdzie Katedra Notre Dame pełni rolę symbolu miasta, podobnie jak kościół Santa Maria del Fiore we Florencji. Budynek dostaliśmy w skali 1:1, a więc nie trzeba stosować kompromisów jak przy poprzednich częściach. Zwiedzaliśmy też jego wnętrze, czyli powróciły historyczne uniesienia jakie zapewniały nam dzieła sztuki i architektoniczne detale zdobiące świątynie. Swoboda jaką oferowała gra była niespotykana, mogliśmy wejść do sporej liczby budynków, a nawet penetrować mroczny symbol Paryża – katakumby. 
A najważniejsze to przecież historia, a ta okazała się nawet ciekawa. Główny bohater Arno zostaje adoptowany przez mistrza templariuszy, który odpowiada za śmierć jego ojca. Chłopak jednak wchodzi na właściwą ścieżkę i dołącza do bractwa zabójców. Jednak jego przybrana siostra, nie zamierza zmieniać stron. Arno zdaje się czuć do niej coś więcej… Coś mi się zdaje, że Ezio znalazł godnego następce. 
Nowością była co-operacja dla 4 graczy, wpleciona w fabułę, zastępująca tradycyjny multiplayer. Według mnie Europa to idealne miejsce na osadzenie akcji gier z serii, bo pozwala to lepiej wykrzesać emocje i napięcie związane z tajemnicami dziejów charakterystyczne, np. powieściom Dona Browna. Wszystkie zalety jednak gdzieś się ulotniły Podczas premiery gry coś mocno nie wyszło, coś co przesłoniło wszystkie zalety. Przeczytacie o tym kilka akapitów niżej.
Ubisoft pod dużą presją zaprezentował światu kolejną część. Kolejne świetne miejsce i kolejna świetna epoka, Londyn w czasach wiktoriańskich. Assassin’s Creed: Syndycate przyjęty był z nieufnością. Kolejne powielanie schematów wyraźnie męczyło graczy. Nowości było nie za wiele. Linka z hakiem delikatnie nie pasowała do rozwiązań stosowanych w serii. Marka wyraźnie musiała odpocząć. I tak 2016 stał się pierwszym rokiem, gdzie nie doczekamy się dużej odsłony. Nie znaczy to, że uniwersum porzucono. Żyje ono dalej i ma się dobrze. 

Gry to nie wszystko

Gry na konsole przenośne:

Altair nie mógł narzekać, jego historię kontynuowano w Assassin’s Creed: Altair Chronicles na DS’a, ale to wydane na PSP Assassin’s Creed: Bloodlines miało ważne znaczenie fabularne związane z żoną Altaira – Marią. W dwójce mieliśmy parę zniszczonych wspomnień, ale lata których nie poznaliśmy na dużej konsoli przemierzyliśmy w Assassin’s Creed: Discovery. Gra zawierała ciekawą fabułę osadzoną w Hiszpanii w okresie Krzysztofa Kolumba. Fani oczywiście woleliby żeby taka historia nie marnowała się w jakieś platformówce 2,5D. Assassin’s Creed III: Liberation na Vicie przypominało grę z dużych konsol. Ten spin-off przygód Connora, podobnie jak inne przenośne części, nie posiadał historii w teraźniejszości. Zostało to wytłumaczone w czwartej odsłonie jako produkt Abstergo Entertainment. 
Gry na komórki i tablety nawet nie są godne wzmianki. 

Komiksy

Dotychczas ukazały się dwie serie komiksów. Pierwsza z nich jest luźno związana z wydarzeniami z początkowych części gier. Desmond, Aqulilus, Accipter, HawkEl Cakr wprowadzają co prawda nowych, nieznanych wcześniej zabójców, ale co z tego skoro są niekanoniczne! Aż trudno uwierzyć, że Ubi nie zadbało o spójność swojego świata. Niestety, wydarzeń z tych komiksów nie da rady powiązać z grami, zbyt wiele elementów jest niezgodnych, choć i pojawiły się w grze Assassin’s Creed: Brotherhood umizgi do tych historii. Wątek związany z członkami bractwa ze starożytnego Rzymu czy Egiptu, niekiedy nawet traktuje się jednak tak jakby był częścią uniwersum. 
Dzień Darmowego Komiksu 2016 w Poznaniu
Inną, bardzo ważną serią powieści graficznych są te opowiadające o losach  Daniela Crossa, znanego z trzeciej części gry. The Fall to historia osadzona w Rosji i opowiadająca o tamtejszym bractwie. Jej kontynuacją jest The Chain. Kolejna z części komiksu zmienia nieco klimaty – Brahman przenosi nas do Indii. Te części są jednymi z ciekawszych spin-offów i szkoda, że nie wydano ich w Polsce, ale od czego są fani 🙂 Komiksom tym przyjrzę się w przyszłości bliżej. Ich bohaterowie doczekali się także pomniejszych gier:  Assassin’s Creed Chronicles: Russia i  Assassin’s Creed Chronicles: India.
Obecnie za wydawanie komiksów AC wzięło się wydawnictwo Titan Comics. Wydają oni dwie serie. Pierwsza opowiada o przygodach hakerki, która dowiaduje się o wojnie między asasynami i templariuszami. Oczywiście panna ma też przodka w zakonie zabójców. Po podłączeniu do maszyny, przenosimy się do XVII wiecznego Salem. Druga seria jest zatytułowana po prostu Templars. 

Filmy

Każdej z przygód Ezio towarzyszyła jakaś produkcja rozwijająca wydarzenia z gier. Lineage to miniserial opowiadający o śledztwie Giovani Auditore, które doprowadziło do tragicznych wydarzeń znanych z gry. Animacja Ascendance to prequel do Assassin’s Creed: Brotherhood, gdzie Ezio wpada na trop Borgiów. Embers to coś czego nie można pominąć. Ten krótki film animowany pokazuje jak Ezio ułożył sobie życie po wydarzeniach z Revelations. Spotykamy tam gościnnie chińską asasynkę Shao Jun, której losy przedstawiło Assassin’s Creed Chronicles: China. A na dodatek jesteśmy świadkami ostatnich chwil życia najpopularniejszego asasyna. Przed seansem należy zaopatrzyć się w zestaw chusteczek, bo morze łez jest gwarantowane. 
Z okazja premiery AC: Unity, swoją animację przygotowali też Rob Zombie wraz z Tonym Moorem, współtwórcą Walking Dead. Jest to coś w rodzaju ruchomego komiksu.
Po wielu latach przygotowań, dostaniemy wreszcie film kinowy. Brawa należą się Michaelowi Fasbenderowi, że przez lata nie stracił cierpliwości. Dołączyli do niego Marion Cotillard i Jeremy Irons. Uciekła natomiast Alicia Vikander – fani zapamiętają. 
Co do samego obrazu, ma on być w pełni kanoniczny, stanowić poboczną historię. Akcja zostanie umiejscowiona w Hiszpanii. Co ciekawe, aż 65% filmu będzie dziać się w czasach współczesnych. Trailer pokazał nam wszystkie charakterystyczne elementy znane z gier, przeniesione na język filmu. Tylko muzyka jakaś taka zbyt współczesna, ale fani już coś na to zaradzili. 

Nowele 

Książki początkowo nie wnosiły wiele do serii. Ich autorem jest Oliver Bowden, krytykowany za słaby styl pisarski. Są to w większości kiepskie adaptacje gier. Wyjątkiem jest tu Assassin’s Creed: Forsaken (Assassin’s Creed: Porzuceni). Nie jest to zwykła, prosta adaptacja trzeciej części serii, ale pamiętnik Haythama Kenwaya, ojca Connora. Dzięki temu poznajemy lepiej tę, dobrze przyjętą, postać, a także wreszcie rozumiemy jakie motywacje miały postacie biorąc udział w wydarzeniach przedstawionych w grze. Książka wyjaśnia też tajemniczą misję z początku gry – poznajemy dokładnie jej okoliczności, a słowa, wówczas wypowiedziane, wreszcie nabierają sensu. 
Przygoda Altaira skupiona była w wielu produkcjach. Oprócz dużej gry mieliśmy kilka mniejszych, również jego wspomnienia były zawarte w Revelations. To wszystko wciśnięte jest w jednej książce – Assassin’s Creed: Tajemnicza Krucjata. To dobra alternatywa dla fanów, którzy nie mają każdej dostępnej konsoli. 
Ze schematem prostych adaptacji zerwały też najnowsze powieść Assassin’s Creed: Unity (Pojednanie), która opowiada akcję z punktu widzenia towarzyszki Arno – Elise, oraz Assassin’s Creed Underworld (Podziemie) – prequel do Syndicate. Tak więc zapowiada się kolejna książka, w którą trzeba się będzie zaopatrzyć. 

Społeczność geekowska

Wraz z każdą następną częścią pojawiają się nowe gadżety. Do najważniejszych należą koszulki, o których marzy każdy fan, ale też wszelkiego rodzaju figurki. Oczywiście w ofercie znajdzie się cała masa gadżetów, portfele, kubki, wisiorki… Pazerne Ubi zna się na zarabianiu pieniędzy i wypuszcza szereg edycji kolekcjonerskich przy okazji premiery każdej części. Jednak to odzież inspirowana asasynami jest najbardziej pożądanym towarem. Oprócz wspomnianych T-shirtów popularnością cieszą się bluzy i kurtki stylizowane na strój asasyna. 
Poznań, Dzień Darmowego Komiksu 2016
Tak na prawdę prawdziwą gratką są… ukryte ostrza. Te licencjonowane kosztują dużo i fani często sami produkują repliki. Jest to szczególne wyzwanie dla cosplayerów. A kostiumy cieszą się dużym zainteresowaniem na każdym konwencie czy targach. Siła marki jest tak wielka, że już przed premierą nadchodzącej części powstają niezwykłe stroje, wzorowane na grafikach i trailerach. Na imprezach typu Comic-Conu za członków bractwa przebierają się sławne cosplayerki m.in. Jessica Nigri.
Najciekawiej się robi kiedy połączymy dobrze wykonany strój z parkourem

. Fanowskie filmiki są niesamowite. Akcje, które wykonujemy w grze, oni robią w prawdziwym życiu i wygląda to niesamowicie. Szczególnie te akrobacje na wysokościach, czy niebezpieczne skoki.

Mniej nastawieni na extremalność fani także w domowym zaciszu mogą wcielać się w asasynów, a to za sprawą gier… tradycyjnych. Assassin’s Creed: Arena to planszówka, której akcja dzieje się w Konstantynopolu. Ale to nie jedyna gra, w której posiedzimy przy stole ze znajomymi – asasyni mają własną edycję Monopoly. 

Kontrowersje

Na świecie sprzedano w sumie 77 mln egzemplarzy gier z omawianej serii (dane z 2014 – liczby więc zdążyły urosnąć). A to nie koniec. Chociaż jak twierdził producent w jednym z wywiadów – Ubisoft posiada zakończenie sagi, lecz nie wiadomo kiedy będzie musiało z niego skorzystać. Za pewnie nieprędko. 
Gracze pokazują swoje oburzenie na forach. Mają dosyć wypluwanych masowo nowych części. W tym wszystkim hejterzy zapominają niestety, że produkcje na komórki to nie to samo co duże tytuły, a właśnie te są najważniejsze. Nad jedną częścią pracuje kilka studiów developerskich, a jej produkcja rozpoczyna się kilka lat wcześniej. Do pracy zaprzęga się nie tylko historyków i archeologów, ale także projektantów mody. Fakt, że wiele elementów się powtarza z części na część, ale przecież właśnie one są tym co gracze uwielbiają. Ubisoft z chwalonego i szanowanego wydawcy w ciągu lat dołączył do ligi plugawych korporacji jak EA, czy Activision. Kolejne części serii są niesłusznie porównywane do innego tasiemca – Call of Duty. Jednak firma naważyła sobie też przy innych okazjach, jak np. pokazując przedobrzone trailery z Far Cry 3, czy Watch Dogs, a także mówiąc o rozdzielczościach gier. 
Kultowy bug w Unity. Za to zapamiętamy tą część.

Przyznam się szczerze; ja, jako fan serii, jestem szczęśliwy, że mogę otrzymać nową część w niedługich odstępach czasowych. Na nowe GTA czeka się kilka lat, ale nie wyobrażam sobie by tak miało być z asasynami. Jednak wpadki jaka miała miejsce przy wydaniu  Assassin’s Creed: Unity na długo nie zapomnimy. Gra tak przeładowana bugami, że granie w nią okazało się koszmarem. Przenikające obiekty, spadająca animacja i co najgorsze: znikające tekstury twarzy… Ubisoft potrzebował miesięcy żeby ją załatać, w międzyczasie zbierał okropne baty. Nie dziwi więc, że po wydaniu Syndicate, marce dano odpocząć. Gra ma powrócić w 2017, całkowicie przemodelowana, ale co najważniejsze z nową epoką – bardzo pożądanym starożytnym Egipcie. Twórcy podobno inspirują się Wiedźminem. 

Jak zacząć?

Gier wyszło sporo i a każda część ma kilka edycji, trudno więc się w tym wszystkim połapać. Wielopaki są jakimś rozwiązaniem. Heritage Edition zawiera 5 pierwszych części, ale tylko dwójka jest w edycji GOTY. O wiele lepsza wydaje się Anthology, która ma zawarte dodatki (ale uwaga – tylko na konsolach!). A do każdej części wychodzi sporo DLC, co nie dziwi biorąc pod uwagę pazerność Ubi. Pierwsza odsłona to jedyna część z dubbingiem, który mnie osobiście męczy strasznie, przez co jest na, na swój sposób, unikatowa. Jest to gra z 2007 roku. Jeśli ktoś chce kupować pudełka po kolei to polecam wersje GOTY/Complete, czy nawet jak się uda dostać to kolekcjonerki, tego typu edycje mają już zawartą całą dostępną zawartość na płycie. Wszystko zależy też od tego czy ktoś woli wersje premierowe, czy późniejsze wznowienia. Jak komuś zależy na grze w multiplayerze, to też musi zwracać uwagę na to żeby nie kupić używanego pudełka, z wykorzystanym kodem Uplay. Wersje cyfrowe nie zawsze posiadają spolszczenie, na to też należy zwrócić uwagę. 

Chronologia:

Assassin’s Creed (PS3, X360, PC)
  • Assassin’s Creed: Bloodlines (PSP)
  • Assassins’Creed: Altair’s Chronicles (Nintendo DS, iOS, Android, Windows Phone)
Assasssin’s Creed II (PS3, X360, PC)
  • [serial] Assasin’s Creed: Lineage
  • Assassin’s Creed: Discovery (Nintendo DS)
Assassin’s Creed: Broderhood (PS3, X360, PC)
  • [animacja] Assassin’s Creed: Ascendance
Assassin’s Creed: Revelations (PS3, X360, PC)
  • [animacja]Assassin’s Creed:Embers
  • Assassin’s Creed Chronicles: China (PS4, Xone, PC)
Assassin’s Creed III (PS3, X360, PC, Wii)
  • Assassin’s Creed III: Liberation (PS Vita, PS3, X360, PC)
  • [komiksy] The Fall, The Chain
  • Assassin’s Creed: Chronicles Russia (PS4, Xone, PC)
  • [książka] Assassin’s Creed: Porzuceni
Assassin’s Creed IV: Black Flag (PS3, X360, PS4, Xone, Wii U, PC)
  • [komiks] Brahman
  • Assassin’s Creed Chronicles: India (PS4, Xone, PC)
Assassin’s Creed: Rogue (PS3, X360)

Assassin’s Creed:Unity (PS4, Xone, PC)
  • [animacja] Assassin’s Creed Unity: Rob Zombie’s French Revolution
  • [książka] Assassin’s Creed: Pojednanie
Assassin’s Creed: Syndicate (PS4, Xone, PC)
  • [książka] Assassin’s Creed: Podziemie
  • [komiksy od Titan] Assassin’s Creed oraz Templars

Skutki przebywania w animusie

Gracze również zostają napiętnowani emocjami serwowanymi przez serię. Nie objawia się to na szczęście szaleństwem, ani efektem krwi. Ma to pozytywne przełożenie na jednostki. Assassin’s Creed, jak już wspominałem wielokrotnie, jest twardo wpisane w historię i założę się, że nauczyciele tego przedmiotu nie mają nic przeciwko by uczniowie tracili czas na takie gry (nikt nie musi wiedzieć, że są one 18+). Trylogia Ezio wyzwala w graczach miłość do renesansu. Sięganie później po produkcje dziejące się w tym okresie przychodzi samo z siebie. Oglądając seriale jak Rodzina Borgiów, czy Demony Da Vinci czujemy się jak w domu. Podobnie sprawa ma się z rewolucją amerykańską, czy okresem piractwa. Seriale, takie jak Black Sails, czy Crossbones także dają radość z obserwowania innych adaptacji wydarzeń historycznych. 
Gdyby polski rząd zapłacił Ubisoftowi za stworzenie odsłony dziejącej się w naszym kraju (marzenia), to przyniosłoby to niesamowity efekt marketingowy, o wiele większy niż nie do końca udane filmy o powstaniach,wąsy Lecha Wałęsy, czy pozdrowienie papieża. Pogłębianie wiedzy historycznej odbywa się także w innym kluczowym momencie – na początku roku fani oczekują jakichkolwiek strzępków informacji o kolejnych częściach serii, co rozbudza wyobraźnię na temat ciekawych okresów historycznych. 
Druga wojna światowa jest ciekawym okresem historycznym i mocno związanym z Polską, więc aż się prosi o wpisanie fabuły w ten okres. Patriotyczne marzenia realizują też fani. Jeden z nich, niejaki Darth Destructor, stworzył ciekawy fanowski komiks, dający pogląd jak może wyglądać historia w naszym kraju. Historie możecie podejrzeć na Deviantarcie.

Szerokie ubiwersum?

Ubisoft wraz z premierą nowych konsol rozwija kolejną markę. Brzmi znajomo? Oczywiście Asasyni nie pójdą w odstawkę, bo wciąż mają ogromną bazę fanów, którzy nie mogą doczekać się nowych odsłon. Jednak francuska korporacja chce zbudować podobną społeczność wokół Watch Dogs. To gra o hakerach i inwigilacji, ocierająca o klimaty znane chociażby z Person of Interest. Akcja dzieje się we współczesnym Chicago, którego każdym elementem zarządza ctOS – nowoczesny system operacyjny. Co ciekawe w Assassin’s Creed IV, w trakcie gmerania w biurach Abstergo natkniemy się na informację właśnie o tym systemie i firmie Blume, która go stworzyła. Również w Watch Dogs możemy natknąć się na wiele nawiązań dotyczących asasynów i Abstergo. Czy to oznacza wspólny świat? Na razie oficjalnie tego nie potwierdzono, ale jedna z misji Aidena zdaje się pokazać, że tak właśnie jest. Smaczki dla innych swoich produkcji to standard  w grach Ubisoftu i takie elementy mogą być po prostu zwykłymi easter eggami. Mogą, ale nie muszą. Fani byliby wniebowzięci gdyby korporacja budowała ogromne, wielotytułowe Ubiverse. Firma przymierzała się do podobnego zabiegu w przeszłości – chodziło o połączenie gier z serii Tom Clancy’s w jeden świat, gdzie echa jednych wydarzeń odbijają się echem w innej produkcji. Sukces Avengers pokazał, że jest to sposób na zarobienie dużych pieniędzy, a jak wiemy Ubi nie przepuści żadnej okazji by wypchać swój portfel kolejnymi milionami.