Justice League Heroes

Developer: Snowblind Studio
Wydawca: Warner Bros. Interactive Entertainment
Polski wydawca: Cenega Poland
Rok: 2006
Platformy: PS2, Xbox, PSP

Obecnie fanów uniwersum DC nie można nazwać biednymi graczami. Jeśli ktoś kocha Batmana, Supermana i spółkę, to swoją miłość okazuje przez spędzanie czasu przy Injustice: Gods Among Us czy nawet przy klockach Lego. Kiedyś jednak sytuacja wyglądała inaczej i trzeba było sobie radzić w inny sposób. Justice League Heroes było spełnieniem marzeń psychofanów DC, którzy nie patrząc na wady, spędzali przy tytule wiele godzin. Nie, gra nie jest zła, jednak w tym samym momencie pojawił się również konkurencyjny tytuł Marvel: Ultimate Alliance. Nie będę ukrywać, że Liga to starcie przegrała.
 
Warstwa fabularna to amerykański standard. Skaczemy z miejsca na miejsce, by na końcu dojść do tego złego.  Pisał ją znany scenarzysta animacji DC. Nie ma mowy co prawda o jakiś zawiłościach, wielowątkowości, czy innych skomplikowanych sprawach. Mamy po prostu historię, która jest szkieletem dla rozgrywki i daje możliwość skopania tyłków. I to właśnie robimy w całej grze, walimy o mordach na różne sposoby wszystkich złych, w zależności od mocy jaką dysponuje dana postać. Gorliwsi fani komiksów z pewnością będą kojarzyć takie postaci jak  Queen Bee (kiedyś nie było Young Justice czy Arrow, więc dla nie znających komiksów ta pani była kimś nowym), czy The Key. Dla przypadkowych osób mających do czynienia z tytułem są oni psychopatami jak z filmów familijnych, stworzonymi na potrzeby gry. Osoba nie obeznana z uniwersum DC nie załapie postaci, miejsc, smaczków. Kim jest główny zły tego dowiadujemy się już na początku, a chyba nie muszę dodawać, że tak na prawdę za całe zło odpowiada… Nie będę kończył, choć każdy fan  już pewnie wie z kim zmierzymy się w finale.
 
Co do postaci. Grałem na PS2, więc miałem odrobinę inny zestaw niż na innych konsolach. Wydaje mi się to głupi zabieg, bo to nie pokemony, gdzie można się wymieniać z kolegą, czy toczyć z nim pojedynki. Nie ma tu zabawy przez internet. Takie rzeczy pojawiły się dopiero parę lat później w w DC Universe Online, a obecnie w Injustice. Mamy tutaj do wyboru oczywiście czołową siódemkę. Superman, wiadomo, najsilniejszy, ogień w oczach, po odpowiednim dopakowaniu praktycznie niezniszczalny. Batman zamiast siedzieć cicho, to został rzucony do walki ramię w ramię z gigantami. Nie jest to zbyt realne, ale ten motyw przerabialiśmy już setki razy, taki urok tej postaci. Mamy też Flasha, dla mnie nic ciekawego, Green Lanterna Johna Stewarta (pozostali do odblokowania), który pierścieniem daje radę znacznie lepiej niż szybki, ale niewiele mogący Flash. Są też panie: Wonder Woman i Zatanna. Co tu robi Zee? Tak to już jest z ligą, że ostatnim członkiem był Aquaman, a często wymienia się go na innych, np. Shayerę w kreskówce, a tu mamy właśnie czarodziejkę w pierwszym składzie. Listę uzupełnia jeszcze zmiennokształtny Marsjanin, który podobnie jak czarodziejka, nie znalazł się nawet na okładce.
 
Gra ma swoje lata. Dawniej licencja robiła swoje. Fan odnajdywał prawdziwą radość z dobrania się do swojej ulubionej postaci. Obecnie możemy pobawić się Zatanną, Wonder Woman, Marsjaninem czy Zieloną Strzałą w znacznie lepszej oprawie. Jednak wygląd to nie wszystko, są też znajome ataki, charakterystyczne dla danej postaci. A skoro mamy ataki, to mamy również statystyki. I to właśnie w tej grze jest piękne, walimy po pyskach i zbieramy punkty doświadczenia. Dzięki temu aż chce się walczyć. Trzeba oczywiście odpocząć na boku żeby nie zabić postaci, bo jak dwie z nich padną to zaczynamy jeszcze raz. Oczywiście to jest wtedy motywacja żeby dopakować sobie zdrowie i regenerację. Pakowanie, pakowanie, możemy też dopakować dopakowane już ataki czy zdrowie przez zbierane po drodze piguły. A piguły można łączyć by stworzyć jeszcze mocniejsze piguły…
 
Grafika to kluczowa sprawa. Gra jako chodzona bijatyka z elementami RPG nie przywiązuje uwagi do otoczenia. Bez owijania w bawełnę – jest strasznie sztucznie. Nie ma tu co przyrównywać tytułu do God of War, bo to nie ta liga… Jednak gra przegrywa nawet z takim Mortal Kombat: Shaolin Monks. Po prostu jest biednie. Obiekty często się powtarzają, a nie ważne gdzie się znajdziemy, czy to na ulicach Metropolis, w metrze, laboratorium, czy na Marsie, to powinniśmy się skupić na zniszczeniu wrogów i pakowaniu postaci, co w połączeniu z miłością do herosa da nam prawdziwą radochę.
Przechodząc grę zbieramy też żetony, za które możemy dokupywać nowe stroje do postaci, a także same postacie. Nie zapomnijcie o tym i wspomnijcie kiedy będziecie płacić prawdziwymi pieniędzmi za DLC ze skórkami. A do odblokowania mamy ciekawe stroje, takie jak wdzianko z Kandoru dla eSa, czy strój z Batmana Przyszłości dla Mrocznego Rycerza. Oczywiście dany kostium też zwiększa współczynniki postaci. Ja szybko odblokowałem Zieloną Strzałę i Hawkgirl. Ten pierwszy mnie nie zaciekawił, za to Kendra mnie urzekła pięknie machając skrzydełkami podczas unoszenia się w powietrzu – takie mam perwersje o kobietach-aniołach. Jest też Huntress i Aquaman, ale Ci mnie zupełnie nie zaciekawili. O latarnikach wspomniałem wcześniej.
 
A walczyć nam przychodzi z… Uwaga, uwaga… robotami, wielkimi żabami, ogromnymi kałamarnicami (chyba :P) i innymi dziwnymi stworami. A żaby swoim oddechem potrafią zmienić nas w grubasa 😀 Jakby śmiesznie to nie brzmiało, to takie głupoty musimy wycierpieć w grze. Ale zaraz, to gra o Lidze! Grę ratuje tylko licencja, jak i rozbudowanie ataków. Fajnie się sterowało Zatanną, jej ognisty atak wymiatał. Inne „atuty” tej pani są eksponowane w filmikach, podobnie jak Diany, co jest standardem w gorszych produkcjach, które chcą zatuszować swoje wady. Scena z owymi kobietami i Batmanem patrzącym tam gdzie każdy facet mimowolnie zerka była tą, która najbardziej mi utkwiła w pamięci.
Muzyka jest zrobiona na potrzeby gry, więc nie usłyszymy tu żadnych znanych motywów kojarzących się z herosami. Jest nieco powtarzalna, ale pompuje ona do walki. Chociaż zdaję sobie sprawę, że po latach może się wydawać nieco tandetna. Wypada też wspomnieć, że bohaterom głosu użyczyli profesjonalni aktorzy.
 
A co jeśli przejdzie się już grę? To wtedy się zaczyna najlepsze, możemy przejść ją jeszcze raz, a zdobyte statystyki postaci pozostają zachowane. I wtedy się zaczyna zabawa. Grę przechodzimy szybciej, bo szybciej pokonujemy wrogów, za to chętnie łapiemy punkty doświadczenia by stać się jeszcze mocniejszymi. Można wtedy też usprawnić nowe postacie niczym samochody do tuningu. Jak już dopakowałem Hawkgirl, to nic mi nie było straszne. A Człowiek ze Stali stał się tak nabuzowany doświadczeniem, że w komiksie Morrisona to już by eksplodował. Nawet ostatniego badassa pokonał bez większego wysiłku.
Szkoda tylko, że nie można było grać przez sieć, za to jest kooperacja i można zaprosić kumpla by sterował drugą postacią, co jest genialnym rozwiązaniem jeszcze bardziej umilającym rozgrywkę. Dzięki wersji na PSP tytuł sprawdzicie również w podróży. Osobiście JLH skończyłem 4 razy. Jednak było to dosyć dawno, a wiem że obecnie gra nie sprawiłaby mi tyle radości. Dlatego po latach moja ocena się obniżyła. Jednak dla fana superbohaterów i ogólnie DC jest to pozycja obowiązkowa. Inni mogą sobie darować.
 
Ocena: 6/10
 

Ciekawostki:

 
  • Na GameBoyu Advance pojawił się prequel gry. Justice League Heroes: Flash. Jest to dwuwymiarowa gra, która jak mówi tytuł skupia się na postaci Flasha, choć nie zabrakło też innych herosów.
  • Wersja gry na konsolę Nintendo DS jest uboższą siostrą pozostałych. Zebrała ona znacznie niższe noty.
  • Atak Hawkgirl zwany jako „birds cry”, jest kopią flagowego ataku Black Canary zwanego jako „canary cry”.
  • W grze mamy wiele alternatywnych kostiumów do odblokowania, np. strój Supermana z Ziemi-2, kostium Jaya Garrica, czy Batmana Przyszłości.
  • W zależności od konsoli w grze pogramy różnymi postaciami. Na NDS postaci jest najmniej, za to tylko w wersji na PSP odblokujemy Supergirl i Black Canary.
  • Na konsolach Nintendo mamy unikatowych wrogów: na GBA i DSie Circle i Zooma, DS dostał na wyłączność postacie Generala i Prometheusa.
  • Michael Jai White użyczający swego głosu Zielonej Latarni, użyczył swego głosu również w kreskówce Justice League postaci Doomsdaya. Wcześniej zagrał tytułowego bohatera w filmie Spawn, a w 2008 odegrał rolę gangstera o ksywce Gambol w filmie Mroczny Rycerz. Ostatnio był widziany w Arrow jako Bronze Tiger.
  • Ron Perlman podkładający głos Batmanowi znany jest z roli Hellboya (również w grze). Wcześniej pojawił się w drugiej części Blade’a jako Rienhardt. W kreskówce Batman TAS/New Batman Adventures podkładał głos postaci Clayface’a (także w grze Batman Rise of the Sin Tsu), w The Batman Killercrockowi, a w Młodych Tytanach Slade’owi, a także Hulkowi w Fantastycznej Czwórce.
  • Równie bogaty udział w projektach z herosami ma Crispin Freeman podkładający głos pod Supermana. Podkładał różne głosy w Batman: Arkham City, był Iron Manem w Marvel: Ultimate Alliance 2. Usłyszeć go mogliśmy również w kreskówkach Wolverine & X-Men, Avengers: Potęga i moc, a ostatnio mówi głosem Roya Harpera/Red Arrowa w Young Justice.
  • W grę można zagrać również na konsoli PS Vita, pobierając ją z amerykańskiego PSN.
  • Na PC tytuł można odpalić tylko za pomocą emulatorów.
  • Dzięki usłudze wstecznej kompatybilności, grą mogą cieszyć się również posiadacze Xboxa 360