The Darkness

Developer: Starbreeze Studio
Wydawca: 2K Games
Polski wydawca: Cenega Poland
Data wydania: czerwiec 2007 (Świat), sierpień 2007 (Polska)
Platformy: PS3, X360
Zabawne jest to, że spora część osób sięgających po grę, nie zdaje sobie sprawy, że to adaptacja komiksu. Nic przecież na to nie wskazuje. To pewnie przez brak peleryn. I brutalność. I Ciemność.  A czym jest ten tytułowy pasożyt? To wielka, pradawna siła. Budzi się w gospodarzu gdy ten osiągnie 21 rok życia. Fani komiksów Top Cow to dobrze wiedzą, czy więc osoby nie obeznane w komiksach powinny sięgać po grę? Jak najbardziej! Fabuła gry jest luźno oparta na tym co mamy w komiksie, wręcz bardzo ograniczona. Językiem komiksowego nerda można powiedzieć, że akcja gry dzieje się w innym uniwersum. 
A to może się wydawać trochę dziwne, biorąc pod uwagę spójność komiksowych historii. Dlatego nie ma co liczyć, że w grze zobaczymy coś więcej niż Ciemność. Czytelnicy noweli graficznych wiedzą, że jest to tylko jeden z wielu artefaktów. W grze wyparto się wielkiego świata i nie uświadczymy żadnych Aniołów Światła czy Magicznych Rękawic. Największą różnicą co do komiksu, jest ugrzecznienie charakteru Jackiego. To nie jest młody playboy jakiego znamy z komiksów. Skupiono się na traumatycznej historii dzieciństwa, wychowania w mafijnych strukturach i co ciekawe – miłości do Jenny. Twórcy gry zdawali się rozumieć, że ograniczają sobie manewry do działania, dlatego chcieli stworzyć coś nowego, podejść do sprawy z innej strony. Przez to dostajemy mroku aż do przesady. Takie zagęszczenie ciężkich motywów troszkę przytłacza, ale niektórym nawet może się podobać. 
 
Znany nam z komiksu Jackie Estacado jest cynglem mafii i akolitą ciemności. Człowiek, który choć nie pije, to wciąż wpada w kłopoty. I mu to nie przeszkadza, bo jego pracą jest rozwiązywanie problemów. Za pomocą brutalnych metod. A to wpędza go w jeszcze większe kłopoty… Dlatego już na starcie zostaje wysłany on na misję, której miał nie przeżyć. Ten jak zwykle ma szczęście. To dzień jego urodzin. Budzi się w nim wielka moc zwana The Darkness. Czym jest? Skąd się wzięła? Tego dowiemy się z gry. 
Początkowe etapy zaczynają się jak zwyczajny FPS. Jest to poziom zwykłego człowieka. Gra ma nas z miejsca uczynić pokornymi i jej się to udaje, gdyż z początku nie należy do najprostszych. Żeby zabić przeciwnika trzeba władować w niego trochę pocisków. Łatwo się ginie. Trochę przyjętego ołowiu i już widzimy pośmiertną animację, która stara się być mroczna. Taka miała być w założeniach, lecz jest nieco komiczna. Sytuacja poprawia się gdy jesteśmy we władaniu The Darkness. Stajemy się bardziej odporni na strzały, zdrowie szybciej się regeneruje. I mamy dostęp do specyficznych mocy. To sprawia, że ten okropny ekran loadingu nie pokazuje nam się już tak często, za to oglądamy jak krew się leje z najróżniejszych części ciała. Niestety, dla mnie wadą jest, że nie ma żadnego paska zdrowia, a jucha zalewająca ekran jest jedynym wskaźnikiem jak blisko jesteśmy punktu krytycznego.
Właśnie gdy wydobywamy z siebie macki, wreszcie zaczyna się zabawa! W przeciwieństwie do komiksów nie mamy pancerza, są za to te urocze monstra wystające z pleców. Oczywiście nie dostajemy wszystkich mocy od razu, a wielka szkoda, bo pod koniec gry mając wszystkie zdolności zabawa jest najlepsza. Jackie to nie wampir, a jednak by cieszyć się mocą oczywiście musi znajdować się w nieoświetlonym miejscu. Inaczej biedne macki „wysychają” od światła, by później łapczywie chłonąć życiodajną ciemność. Szkarady te są słodkie. Ciągle się ze sobą czubią, a najlepszy jest moment, gdy zjadają serce przeciwnika, jak się kłócą o nie, wyrywają je między sobą. Również genialne są Darklingi. Są to takie małe gremliny, które możemy przyzwać do pomocy. Są raczej mało użyteczne, bo inteligencja gry nie prowadzi ich zawsze przeciwko celowi. Za to ich komentarze są śmieszne. Fajnie się też zabawiają ze zwłokami, sikają na nie, rzucają, poniewierają…
Gra pojawiła się na początku poprzedniej generacji konsol, co objawia się tym, że grafika nie „kopie tyłka”. Jest to poziom średni, ale przyzwoity. Co do wyglądu poszczególnych lokacji. Podstawą jest stacja metra, a właściwie aż dwie stacje, pomiędzy którymi podróżujemy koleją, a jak mamy problem ze znalezieniem właściwej drogi wyjścia, to możemy podejść do specjalnego info-kiosku. Z peronów wychodzą odnogi na Big Apple. Szczerze mówiąc brakuje mi czegoś takiego bardziej nowojorskiego, bo równie dobrze lokacje mogłyby robić za Chicago, Los Angeles czy inną metropolię. Nie mamy tu Central Parku, Times Square, czy jakiś charakterystycznych miejsc kojarzonych z tym miastem. W komiksie sytuacja wygląda wręcz odwrotnie. 
Muszę przyznać, że stacja metra jest bardzo fajnie zrobiona, nawet lepiej niż sztywne miasto. Mamy tam brudne kible, plakaty filmowe (niestety fikcyjne), poruszających się cywilów (co w mieście jest rzadkością). Znaleźć też możemy telewizorek, na którym obejrzymy kreskówki (!), teledyski (!!), a także pełne wersje filmów (!!!). Rozmieszczone są tam też telefony, w których odblokujemy dodatkową zawartość, a tej trochę jest. Mamy filmy z powstawania gry, pierwsze numery komiksów wydawnictwa Top Cow, trochę artów, czyli wszystko co powinno się znaleźć za wzorowe ukończenie gry. Trochę słabiej jest wykonane piekło, choć należy się pochwała, że autorzy pokusili się o swoją własną interpretację zaświatów.
Zaoferowano nam nawet tryb zabawy w sieci, gdzie można grać mafiozami, albo Darklingami. Na granie w sieci jednak nie liczcie. Zbyt mała popularność tytułu nie uczyniła go Mekką dla pragnących wyzwań. Jeśli ktoś chce grać online, to kupi CoD albo Batllefielda.
the darkness
Reasumując, The Darkness nie jest zwykłą strzelanką. Ma on do zaoferowania sporo świeżych pomysłów, własny unikatowy klimat. Choć są i wady. Gra zostanie zapamiętana jako nieustanne strzelanie do żarówek, czy innych źródeł światła (potem wystarczy macką klepnąć). Miasto też nie należy do rozbudowanych. Brak tu też większej „komiksowości”, jak choćby seksu tak powszechnego w powieściach graficznych. Mimo to, gra ma kilka fajnych wydarzeń, a szczególnie pewna scena z Jenny przeszła już do historii jako najromantyczniejsze uniesienie w grach video. Tytuł warty do sprawdzenia zwłaszcza dla fanów FPS-ów, którzy nie wierzą, że można rozwinąć gatunek, ale także każdy inny znajdzie coś dla siebie. 
 
Ocena: 7+/10
 
Ciekawostki:
  • Gra sprzedała się tylko w ponad milionie egzemplarzy.
  • Głos Ciemności podkłada Mike Patton, wokalista grupy Faith No More.
  • W grze pojawia się pełna wersja filmu To Kill a Mockingbird, który możemy obejrzeć w pokoju Jenny.
  • Mamy także inny film, który możemy obejrzeć w całości Man in the Golden Arms. Ten obejrzymy na stacji metra. Poza nim znajdziemy tam także jeden z odcinków Flasha Gordona, film Street Fighter z Sonnym Chibą oraz kreskówki PopeyeGabby. Umieszczenie ich było możliwe, ponieważ się one udostępnione publicznie. 
  • Plakat filmowy Jimmy Eriksson: Man in Arms jest hołdem dla level designera gry, który właśnie tak się nazywa.