Batman: Arkham Origins

Developer: Warner Bros. Montreal
Wydawca: Warner Bros. Interactive Entertainment
Polski wydawca: Cenega
Data premiery: październik 2013
Platformy: PS3, X360, Windows
Wymagania sprzętowe: Core 2 Duo 2.4 GHz, 2 GB RAM, Grafika 512 MB, 20 GB HDD, Windows: Vista, 7, 8

Tytuł to kontrowersyjny. Swego czasu wzbudził wiele emocji. Za grę nie odpowiadało Rocksteady, które w pocie czoła pracowało nad Arkham Knight, lecz zupełnie inny developer. Wyzwalało to wiele obaw. Prawdziwa zgroza miała miejsce dopiero po wydaniu produktu na rynek. Okazało się, że choć oferuje trochę nowości, to doświadczenie z grą było gorsze niż z poprzednikiem – ociekającym geniuszem Arkham City. A na dodatek tonie w bugach! Czytając opinie o tej produkcji można było odnieść wrażenie, że dostaliśmy szambo, którego smród roztaczał się na znaną i cenioną markę. 
 
W praktyce miało nie być tak źle. Prequel, sześć lat przed wydarzeniami z Arkham Asylum. Niedoświadczony Batman, z ledwo dwuletnim stażem. Głównym wątkiem fabularnym jest zmierzenie się z sześcioma zabójcami, których wynajął Czarna Maska, żeby pozbyć się z miasta miejskiej legendy stającej się rzeczywistością – jakiegoś zjeba przebierającego się za nietoperza. Gdy dodam, że jednym z oponentów jest Deathstroke, to podnieta momentalnie się powiększa. Co poszło nie tak? Opowiem Wam to z mojej perspektywy.

Gra jest w klimatach zimowych. Akcja dzieje się w samo Boże Narodzenie. Przywodzi mi to na myśl inny śnieżny spin-off, innej serii którą uwielbiam. Film X-Files: Chcę wierzyć został zmiażdżony przez fanów. Według mnie niesłusznie. Miał on niesamowity klimat, dobrze wprowadzał postacie w czasy współczesne, a jego jedynym problemem był brak wątków mitologicznych. Dlatego do gry podszedłem pełen nadziei, że opinia fanów jest przesadzona. I rzeczywiście było tak jak myślałem: wciągając się w rozgrywkę, powoli nabierałem sporej sympatii do mroźnego spin-offu. W Arkham City też niby mieliśmy zimę, ale tam puchu z nieba leciało mniej niż mi łupieżu z głowy. Tutaj potrafi nieźle zaprószyć, nawet widziałem jakiegoś bałwana. Jednak nie o warunkach pogodowych powinniśmy się rozwodzić. 
 
Gra zaczyna się ucieczką więźniów z Black Gate, gdzie Batman się udaje na interwencję. Możemy zwiedzić kolejne więzienie, tak by tradycji stało się zadość. Nie spędzamy w nim wiele czasu, bo trza lecieć w miasto powstrzymać groźnego zbiega z czarną twarzą. Ten postanowił raz na zawsze pozbyć się Batmana i zrekrutował najgroźniejszych typów jacy byli pod ręką, by zajęli się głównym bohaterem. Ten zarys fabularny jest bardzo mocną stroną. Trochę inaczej sprawa wygląda gdy lądujemy w mieście. Nie dosyć że puste (Boże Narodzenie to słaba wymówka), to z początku jeszcze takie jakieś słabo wyraziste, co jednak w czasie gry odbiór się poprawia. Oddano nam dwie wyspy. Tą drugą na północy dobrze znamy – to stara część Gotham, którą zwiedzaliśmy jako Arkham City, tylko oglądamy ją parę lat wcześniej. Trąci to recyklingiem. Podobny zabieg zastosowano w Assassin’s Creed: Rogue – mroźny spin-off ze znanymi miejscówkami w innych czasach. Natomiast nowy teren okazuje się być pełen tak dużych budowli, że często linka Batmana okazuje się za krótka. 
 
Dopiero po czasie zwraca się uwagę na architektoniczne dopracowanie. W Arkham City ważnym elementem była atmosfera miasta, którego historia wylewała się z każdych zakamarków. Tutaj jednak nie mamy takich urbexowych klimatów, jest to współczesna, żyjąca metropolia… bez ludzi. Zimno, śnieżyca, zabójcy latają po mieście to się schowali i objadali świątecznymi daniami. Tłumów zabrakło żeby wytworzyć właściwy klimat. A ten i tak jest ciekawy. Boże Narodzenie jest bardzo widoczne w wystroju otoczenia. Gdzieś tam nawet można było usłyszeć świąteczne melodie. Szczególnie fajnie wygląda stara część miasta. Jednak nowa wyspa też może imponować. Podobały mi się bardzo tory kolejki napowietrznej. Szkoda, że zabrakło samej kolejki sunącej przez miasto… W inFamous taki motyw sprawdzał się rewelacyjnie. Co na zewnątrz to jedno. Również wnętrza pomieszczeń imponują. Dalej są klimatyczne. Czy to statek Pingwina, czy Posterunek Policji. Jednak moje oczekiwania co do historii Gotham zostały spełnione gdy zupełnie przypadkowo zeskanowałem tablicę na jednym z wielu pomników. Otworzyła się wtedy misja poboczna, śledztwo na temat Cyrusa Pinkney’a, jednego z budowniczych Gotham, który wraz z Salomonem Waynem, przodkiem Bruce’a kształtował rozwój miasta. Także symbole Anarchy’iego dają jakąś tam wiedzę o obiektach w mieście. 
 
Skoro mówimy już o śledztwach, te zostały ciekawie usprawnione. Kolejny mocny element. Wyszukując dowodów Batman rekonstruuje przebieg wydarzeń. Powstają wtedy fragmenty filmu, które uzupełniamy szukając kolejnych poszlak poprzez przewijanie taśmy i znajdowanie wskazówek, tak by złożyć wszystkie kawałki do kupy. Przypomina to trochę grzebanie we wspomnieniach w Remember Me, a na pewno jest najciekawszą z nowości. 
Cała gra jest pełna wyskakujących co chwila zadań pobocznych. Poza główną fabułą musimy znaleźć czas na powstrzymanie Anarkiego, który podłożył bomby w mieście i Batman musi zmierzyć się z upływającym czasem by powstrzymać zagrożenie. Jest też Kapelusznik i jego chore podejście do Alicji w Krainie Czarów, które choć krótkie, to zapada w pamięć. American McGee  by się nie powstydził. A zupełnie przy okazji możemy też niszczyć broń Pingwinowi, ku uciesze młodej Barbary Gordon. Jeszcze nie skończymy wykonywać jednego zadania, a już pojawiają się kolejne, jak testy Lady Shivy, czy powstrzymanie Deadshota.
Jednak czym byłaby gra bez Riddlera. Ten pan już od początku uprzykrza nam życie blokując sygnał Batwinga (mamy system szybkiej podróży). Dlatego też w każdej dzielnicy musimy dostać się do wierzy telewizyjnej i zhackować ją. Brzmi bardzo w stylu Ubisoftu. Po zdobyciu budynku, na mapie pojawiają się anteny, które musimy zniszczyć… Do tego Pan Zagadka dokłada jeszcze zbieranie pakietów danych o wymuszeniach. To stare, dobre łamigłówki połączone ze zbieractwem. Te wszystkie poboczne elementy sprawiają, że jeszcze po zakończeniu głównej fabuły mamy co robić. 
 
Sporo plusów. Doliczyć do nich mogę także rewelacyjne walki z bossami, bijącymi na głowę poprzednie dokonania Rocksteady. Grafika to rewelacja. Poziom niczym z Arkham City (czasem jednak zdarzają się przycinki animacji). To wszystko czego doświadczyłem nastrajało mnie pozytywnie. Choć przez nadmiar dodatkowej aktywności czułem się lekko znudzony, ale jednocześnie usatysfakcjonowany. Biorąc pod uwagę fakt, że to część poboczna to poszło całkiem nieźle. Byłem gotowy wystawić grze nawet ocenę rzędu 7/10, czyli całkiem przyzwoicie. Moje pozytywne wrażenia miały jednak odejść wciągu jednej chwili…
Kolejna misja fabularna. Wchodzę do kanałów. Batman leci w dół i… zamarzł. Czas się zatrzymał. Spokojnie, takie rzeczy się zdarzają. Przeżyłem niejedną zawiechę. Restart konsoli, wczytywanie save’a i… nic. Czekam cierpliwie, a gra nie ma zamiaru się wczytać. Wściekłość, gniew, furia! Wielki Anty-Monitor siłą antymaterii wymazał wszystko. Wtedy zdałem sobie sprawę jaki kawał prowizorki odwalił nowy developer. Zrozumiałem co mają na myśli wszyscy recenzenci wystawiający tytułowi najniższe możliwe noty. Ładny plakat przedstawiający motyw z gry, który kupiłem na festiwalu komiksu w Łodzi, natychmiast wyleciał z antyramy, by zostać zastąpionym dobrze zapowiadającym się Batman v Superman (ja to mam wyczucie). Całe szczęście, że Arkham Origins nabyłem na wyprzedaży za mniej niż 20 zł, bo inaczej z szału mógłbym rozwalić telewizor. 
 
Ocena: 7/10
Ocena: 1/10
 
PS. Rok później ukończyłem grę i bawiłem się świetnie. Tak dobrze, że nawet rozwiązałem sprawę Enigmy. Głód Arkham zrobił swoje, więc przymykałem oko na postacie przenikające ściany, czy aż dwie zawieszki wymagające resetu konsoli.
 

Ciekawostki:

 
  • Wydawca stwierdził, że ekipa nie ma czasu na zrobienie patcha do gry, bo pracuje nad DLC…
  • Kontynuacją gry jest film Batman: Assault on Arkham. Opowiada on o zespole Suicide Squad, do którego aluzję widzimy podczas napisów końcowych.
  • Trójwymiarowy model Harley Quinzeel posiada takie same notatki jak Amanda Waller w scenie po napisach. 
  • Statek Pingwina Final Offer, poprzednio nosił nazwę The Olivia B. Meredith. Jest to aluzja do aktora Burgessa Mereditha (urodzony jako Oliver Burgess Meredith), który grał Pingwina w serialu z roku 1966. 
  • W statku, obok sklepu z bronią, możemy znaleźć też ogłoszenie o rekrutacji Jonathana Crane’a, który szuka ochotników do eksperymentów. Sam Jonathan Crane jest na liście lekarzy w Blackgate.
  • Statek zawiera także szkic Iceberg Lounge, które wygląda jak Iceberg Casino z komiksów New 52. 
  • W grze można znaleźć nazwy innych firm z uniwersum DC: Amertek, Queen Industries, Ferris Aircraft, Blaze Comics, Big Belly Burger, Cale-Anderson Pharmaceuticals, Lexcorp.
  • Znajdziemy także fabrykę Mendo Soap znaną z komiksu Simon Dark.
  • W różnych miejscach Gotham, np. w hotelu Royal, czy w Teatrze Monarch możemy zobaczyć plakaty reklamujące pokazy magiczne Zatanny.
  • Plakat z napisem „Rare Jungle Cat presented by Thomas Blake” odnosi się do złoczyńcy Black Cata.
  • Natomiast plakat z przedstawieniem Funny Faces, w którym gra Basil Carlo, to aluzja do Clayface’a.
  • W grze znajdziemy też odniesienia do innych miast z uniwersum DC: Metropolis, Central City, Coast City
  • Innymi zabójcami branymi pod uwagę przez Czarną Maskę byli: Cheshire, Black Spider, David Cane. Ich teczki leżą w pokoju monitoringu.
  • W Batcave znajdziemy dwie pocztówki od Andrei Beaumont. Jest to postać z filmu animowanego Batman: Mask of the Phantasm.
  • Również w jaskini znajdziemy prototyp wyrzutni liny, którego używamy w Arkham Asylum oraz Batmobilu widzianego w następnych częściach.
  • Na tablicy w jaskini możemy znaleźć wycinki o Red Hoodzie.
  • Tajemnicze zielonookie kruki, które pojawiły się w misji u Szalonego Kapelusznika, możemy zobaczyć także w kilku miejscach w Gotham, m.in. przed klubem My Alibi. Po rzuceniu w nie batarangiem, te uciekają w… ścianę.
  • Natomiast w klubie My Alibi, w pokoju na zapleczu, znajdziemy kapelusz Zatanny jak i również rękawice Ratchatchera.
  • W scenie gdy helikopter filmuje walkę na dachu hotelu Royal, widzimy posągi zdobiące budynek. Przedstawiają one Talona, zabójcę na usługach Trybunału Sów.
  • To nie jedyne nawiązanie do tej prastarej organizacji. We wnętrzu Mostu Pionierów, w pomieszczeniu z łódką, gdzie Batman informuje Gordona o bombie, na ławce leży książka. Zawiera ona słynne słowa, którymi straszy się dzieci „The Court of Owl watches. Watches all the time (…)”
  • Wewnątrz Lacey Towers możemy znaleźć apartament dr Penelope Young, znanej z Arkham Asylum.
  • W budynku policji możemy znaleźć szafkę należącą do Aarona Casha, jednego ze strażników w Arkham Asylum
  • Na komendzie, w biurze Gordona widzimy kubek z napisem “World’s Greatest Dad”.
  • W misji pojmania więźniów z Blackgate, uciekinier przed teatrem Jezebel mówi o gościu z Bumerangami, „jakimś Kapitanie”. Kapitan Boomerang to przeciwnik z galerii łotrów Flasha. 
  • W grze możemy usłyszeć piosenkę „Jingle Bells, Batman Smells…”, która pierwotnie była śpiewana przez Jokera w serialu animowanym.