Silent Hill: Dying Inside

Scenariusz: Scott Ciencin
Rysunki: Ben Templesmith (#1-2), Aadi Salman (#3-5)
Okładka: Ashley Woods
Tłumaczenie: Krzysztof Papliński
Data wydania: luty 2004
Data wydania w Polsce: październik 2004
Wydawca: IDW
Polski wydawca: Dobry Komiks/Axel Springer Polska
Pamiętacie Silent Hill? Nie mówię w tej chwili o maszynce do pachinko, ale o legendarnej serii horrorów, dostarczającej nam tuziny surrealistycznych koszmarów. To wielka marka, która z czasem co raz bardziej zaczęła tracić na znaczeniu. I pomyśleć, że miała powrócić do naszych zepsutych umysłów wraz z projektem Hideo Kojimy i Gueleiro Del Toro. Niestety, Silent Hills nigdy nie powstanie, ale fani zamglonego miasteczka wciąż będą żyć pozytywnymi wspomnieniami jakie wynieśli z nocnych posiedzeń przed konsolą. 
Gdy franczyza była u szczytu popularności, wydawnictwo IDW ogarnęło, że można podczepić się pod intratną markę i wydoić z niej trochę grosza. I już w 2004 roku na rynek wyszła pięcioczęściowa historia oparta na grze, a spory kult nawiedzonych fanów ruszył sprawdzić co z tego wyszło. Choć nie było zachwytów, to nie można było mówić o porażce. O tym jak mocną pozycję dzierżyła swego czasu ta seria, świadczy fakt, że historię postanowiono wydać także w naszym kraju. I to kilka miesięcy po amerykańskiej premierze! Komiks można było (teoretycznie) znaleźć w kiosku, w przystępnej cenie 5,90 zł. Tylko brać. 

Historię postanowiono wydać u nas w trzech częściach. Podział nieprzypadkowy. Do pierwszego zeszytu wrzucono dwie pierwsze historie, które tworzą razem spójną opowieść. Łączą je także rysunki Bena Templesmitha. Wielkie nazwisko w świecie komiksowego horroru. Pan ten kojarzony jest przede wszystkim z serią 30 Dni Nocy, miał zagwarantować sukces poprzez swoją zdolną dłoń. Czy to się udało? Według mnie nie do końca. Rysunki są klimatyczne, choć ubogi w szczegóły, a zarazem artystyczny styl jaki prezentują prędzej by pasował do twórczości Neila Gaimana. Jednak dla mnie autor nabroił mocno przy postaciach. Są one karykaturalne i burtonowskie. Wielkie gały odbierają im całą powagę. 
Skoro oprawa do końca nie przypasowała, to może scenariusz okazał się lepszy? Na okładce widzimy klasykę straszenia – małą dziewczynkę. Jednak okładkę rysował ktoś inny, więc dziewczynka w zeszycie już nie jest taka mroczna. Historia trochę stara się być. Mamy tu psychiatrę, który jednak zbija kokosy jako celebryta. Jednak daje się namówić i powraca do zawodu, gdyż na radarze lekarzy pojawiła się pacjentka, której przypadek wydaje się beznadziejny. Panna oczywiście wróciła z Silent Hill, gdzie przebywała w charakterze reżyserki. Coś złego jej się tam przytrafiło, dlatego mądry lekarz stwierdził, że w ramach terapii… zabierze ją tam z powrotem. Skąd ma wiedzieć, że w tym opuszczonym mieście grasuje mała dziewczynka? Jednak to nie ona będzie stanowić o jego lękach. Miasto już się postara żeby wydobyć wszystko co najgorsze w człowieku.
Reszta historii opiera się na taśmie, którą zlękniona panna przytargała z Silent Hill. Ktoś wykradł ją podczas gdy ta leżała w szpitalu. Koleś pokazał ją znajomym gotom i ich reakcja mogła być tylko jedna – jedziemy! Główną bohaterką jest Lauryn, rudowłosa i niegrzeczna nastolatka, przy której każdy facet chciałby być w friendzonie. Jej zainteresowania to magia i okultyzm. Natomiast nią interesują się dwaj koledzy, a panna balansuje sobie pomiędzy nimi. Jak się okazuje nie ułatwia to przetrwania w Silent Hill, gdzie działa psychopatyczna mała dziewczynka i jej gang zdeformowanych potworów. 
Polscy czytelnicy mogli przyozdobić sobie ścianę, lecz zapewne woleli użyć plakatów jako podpałki…
Trzy ostatnie historie są trochę ciekawsze i oczywiście lepiej narysowane. Nadal można nazwać to bahomazami, ale dzięki zmianie rysownika są one bardziej szczegółowe. W polskim wydaniu ostatni zeszyt z racji posiadania tylko jednej historii, został wypchany większego formatu plakatem. Teraz każdy dokupuje sobie plakat do antyramy, ale kiedyś taki rarytas z gazety wiszący dumnie na ścianie nastolatka budził uznanie rówieśników. Uznania za to nie budzi historia Dying Inside. Fani gier choć znajdą trochę charakterystycznych motywów jak napisy na ścianie, jednak oczekiwali czegoś więcej. Według mnie nie udało się odtworzyć specyficznej atmosfery grozy, w czym nie pomagała zarówno ani fabuła jak i rysunki. Jeśli fan serii nie zaopatrzył się w komplet zeszytów to żadna strata. 
Ocena: 5/10

Ciekawostki:

  • Dying Inside pojawił się również w formie cyfrowej jako część The Silent Hill Experience wydanego na PSP.
  • W filmie Silent Hill z 2006 również pojawiła się postać o imieniu Chistabella. Była ona 67-letnią kobietą, przywódczynią kultu.
  • Komiks nie jest związany z grą, podobnie jak film, jest on umieszczony w oddzielnym uniwersum. 
  • Poniżej zobaczycie jakie okładki wykorzystano w polskich zeszytach.
    Polskie zeszytówki zdobiły okładki #2,#4, #5.Według mnie #1 i #3 są o wiele ciekawsze pod względem artystycznym.