X2: Wolverine’s Revenge

Developer: GenePool Software
Wydawca: Activision, Aspyr (Mac)
Polski wydawca: Licomp Empik Multimedia
Data premiery: kwiecień 2003
Platformy: PS2, Xbox, GameCube, Windows, Mac
Wymagania: Pentium III 500 mHz, 128 MB RAM, karta grafiki 32 MB
U świtu boomu na filmy superbohaterskie, mutanci byli jedną z dominujących marek. W dzisiejszych czasach gdyby nie Deadpool, czy Logan, to widzowie oszołomieni MCU, pewnie w ogóle by zapomnieli o ich istnieniu. Kiedyś jednak to oni wskazywali kierunek. Pierwsze dwa filmy rozbudziły na dobre rynek ekranizacji filmów komiksowych. A wraz z ilością produkcji na dużych i małych ekranach, proporcjonalnie rosła także liczba wydawanych tytułów mających znaleźć się w paszczach naszych konsolek. I niestety, nie zawsze potrafiły dać nam oczekiwaną jakość. 
 
Jeśli jesteście urodzeni po 2000 roku, to prawdopodobnie ze zdziwieniem dowiadujecie się, że w ogóle wyszła taka gra. Ja wtedy byłem gimbusem i pamiętam nawet jak u kolegi oglądaliśmy gameplay tego tytułu, który leciał na jednym z odbieranych przez satelitę francuskich kanałów poświęconych grom video. To nie były czasy, gdzie oglądało się takie rzeczy na YT. W Polsce nawet niektórzy (głównie młodzi ludzie) wiedzieli co to jest PlayStation 2, to jednak po ten tytuł by nie sięgali. W końcu nie został on zapamiętany jako produkt kultowy, tak jak inny tytuł oparty na Genezie z 2009. 
 
Gra jednak ma kilka ciekawostek i tajemnic. Począwszy od studia, które ją tworzyło. Nie wiele o nim wiadomo, poza tym że jest z Manchesteru i wydało tylko tą jedną grę na zlecenie Activision. Znany jest za to facet odpowiedzialny za scenariusz. Jest to Larry Hama. Współczesnemu komiksiarzowi to nazwisko pewnie nic nie mówi, ale starszy czytelnik nie będzie miał problemu ze skojarzeniem kim jest ten pan i jego bogatego dorobku. Jednak nie od dziś wiadomo, że znane nazwiska nie gwarantują nam dobrej gry. I także znane nazwisko pojawia się na liście płac jako głos Logana, ale o tym doczytacie już w ciekawostkach na dole. 
 
Teraz zacznijmy od analizy zatytułowanej „jak bardzo ta gra ssie?” i postarajmy się nie być dla niej za surowi, jako że to tytuł z 2003 roku i trzeba brać poprawkę na wiele rzeczy. Grafika to pierwsze co się rzuca w oczy. Jest paskudna. Już za czasów PS2 nie była zbyt dobra i nawiązywała bardziej do gier z PS One, a teraz jeszcze bardziej rani nasze oczy. Trzeba naprawdę mocno kochać Logana żeby dziś marnować wzrok na takie coś. Lepiej popatrzeć na Anję Rubik na Facebooku. Też stara, ale o wiele ładniejsza. A stara jest nie tylko gra, ale jej mechanika. Prymitywne menu, prymitywna animacja bohatera…
 
Sterowanie jest koszmarem. Ubogie w szczegóły laboratoria przemierzamy siekając Loganem w niezbyt wyszukany sposób, choć czasami odpalimy jakiś widowiskowy atak specjalny. Jego owłosiony łeb widzimy obok wskaźników i nawet wykrzywia się on gdy zostajemy oszołomieni. To i tak dobrze, bo usta przeciwników nie zawsze się otwierają gdy Ci do nas mówią. I tak od niechcenia biegamy sobie od etapu do etapu, czasem spotykając nawet jakąś postać z komiksu. A jak daleko dobiegniemy to zależy od reakcji na wariującą kamerę, nad którą ciężko zapanować. U mnie spowodowała ona niezdrową reakcję błędnika. A gra która dosłownie i w przenośni powoduje wymioty, to nie najlepsza reklama. A po takim zamroczeniu dochodzi się do siebie wolniej niż Wolverine się regeneruje. 
 
Regenerację wymusza się poprzez… schowanie pazurów. Cóż za taktyczne podejście. Trza operować przyciskiem niczym skrzynią biegów. Za sprzęgło niech robi nawet wyostrzony zmysł, dzięki któremu widzimy na ekranie niewidoczne przeszkody. Takie nietypowe rozwiązania nawet by cieszyły gdyby sterownie nie było takie drewniane. Na szczęście zastosowano także elementy skradanki, dzięki temu można wykorzystać jakoś ten zmysł i bez pośpiechu pozbywać się przeciwników. Walka odrzuca od siebie, zwłaszcza z bossami. A Ci, jak np. Lady Deathstrike w ogóle nie przypominają swoich ekranowych odpowiedników. W sumie żaden mutant nie przypomina. Nie wyciśnięto licencji tak jak się powinno. W przerwie między walkami możemy odnajdywać okładki komiksów – standardowa znajdźka w tego typu grach.
 
Tytuł powstał w nawiązaniu do premiery filmu. Widzimy pewne smaczki z dużego ekranu, jak choćby słynne okrągłe, rozsuwane drzwi z rezydencji Xaviera. Jednak fabularnie nie stara się zgrać z obrazem. Gra wprowadza wiele elementów komiksowych, nie widzianych na ekranie (przynajmniej wtedy). I jako, że to pierwszy tytuł z X-Menami ocierający się o licencję filmową, to właśnie on zasłużył sobie na prekursora takiego rozwiązania. Każda kolejna gra szła w podobnym kierunku, nigdy nie starając się zsynchronizować z kinowym uniwersum. Deadpool w swoim filmie narzekał na alternatywne linie czasowe i faktem jest że gry robiły dodatkowy bałagan. 
 
Czy warto sięgać tak daleko wstecz? To zależy. Jeśli nie odrzucają Was wszystkie archaizmy, jeśli lubicie X-Menów, to będziecie czerpać dużo radości z przewijającej się historii. Jeśli przeszliście już rewelacyjną Genezę i inne tytuły z mutantami, a chcecie kolejnych wrażeń z ulubioną marką, to nie ma co się wahać. Grę dorwiecie za max. 10 zł, więc nawet dużo nie stracicie. 
 
Ocena: 4/10
 

Ciekawostki:

  • Gra występuje pod dwoma tytułami: X2: Wolverine’s Revenge oraz X-Men 2: Wolverine’s Revenge.
  • Na okładce gry widzimy Hugh Jackmana. Jednak głosu postaci Wolverine’a użyczył legendarny Mark Hamill. 
  • Natomiast do swojej roli z filmu powrócił Patrick Stewart, użyczający głosu Profesorowi X.
  • Gra ma wyciętą scenę, którą możemy jednak obejrzeć po zebraniu wszystkich nieśmiertelników. Pojawia się w niej Logan, który odwiedza zniszczone miasto by pokonać Magneto. Ktoś go śledzi i Logan o mało go nie zabija. Okazuje się, że to Spider-Man.