infamous

inFamous: Second Son

Developer: Sucker Punch
Wydawca: Sony Computer Entertainment
Wydawca PL: Sony Computer Entertainment Poland
Data wydania: 03/14
Platformy: PS4
Gdy byłem piękny i młody, w telewizji leciał ciekawy serial. Dark Angel. Byłem fanem. Niesamowita Jessica Alba z supermocami, walczyła ze złem w okupowanym przez siły militarne Seattle. Mieście gdzie uzbrojeni faceci trzymali wszystko w garści, a drony monitorowały ulice. Oszałamiająca swoją urodą Jessica, lubiła też przesiadywać na dachu Space Needle i kontemplować o życiu. Podobnie jak ja teraz, tylko na wygodnym fotelu. Ta cała nostalgia nie wzięła mi się znikąd. To nie panna, do której wzdychałem w liceum przywołała te wspomnienia, a… Delsin Row. Bohater kolejnej części inFamous. Panowie z Sucker Punch najwyraźniej mocno zainspirowali się serialową karierą Jamesa Camerona, ale z jakiegoś powodu panna Alba im nie pasowała, albo nie dostali zgody na kobiecą bohaterkę. 
 
Jessica Alba i Jensen Ackles na dachu Space Needle.
Seattle to takie miasto, gdzie wiele się dzieje. To w tamtych okolicach grasowały wampiry z serii Twilight. To tam w biurowcu siedzą sobie Jeff Bezos i Dave Clark, popijając drogie alkohole. To tam również w trochę mniejszym biurowcu ma swoją siedzibę Sucker Punch. I właśnie dlatego dostajemy od nich prawdziwe miasto. Poprzednie części zaoferowały nam Empire City podobno wzorowane na Nowym Yorku oraz New Marais, które było bardzo wiernym odzwierciedleniem Nowego Orleanu. Tym razem wszystko co widzimy w grze, jej twórcy mieli za oknami. Wizjonerzy, którym fani superbohaterów nigdy należycie nie podziękowali za ich produkty, bo wolą oglądać filmy od Marvel Studio i badziewne seriale z CW niż grać w jakieś dziwne tytuły na PlayStation. Nie zrażeni brakiem należnego uznania, panowie z Sucker Punch wzięli się do roboty i stworzyli po raz kolejny tytuł warty grzechu. I choć nie ma w nim Jessici Alby, to i tak warto go kupić.
Gry z serii inFamous zawsze można było nazwać hipsterskim superhero. Second Son jeszcze bardziej zasłużyło na to określenie. I to wcale nie przez to, że główny bohater jest buntownikiem, kroczącym swoją własną ścieżką. Wystarczy spojrzeć jak wygląda miasto. Jak rewelacyjnie skupiono się na małej architekturze, która sprawia że wirtualne Seattle ma duszę. Większość developerów zapomina żeby stworzyć głupie pomniki, skupić się na unikatowych szyldach przedsiębiorstw i w ogóle zrobieniu miejsc przyjaznych dla ludzi. Zupełnie jak w życiu… Dołóżmy do tego wszystkiego także najważniejszy pierwiastek, czyli wszechobecny street art. Co chwila natykamy się na jakieś graffiti, czy murale. Na dodatek Delsin może tworzyć własną sztukę, co trafnie podsumowuje trofeum „Bansky byłby dumny”. Zdecydowanie byłby. 
Gdy spacerujemy sobie po mieście, pokrytym piękną jesienną aurą, podziwiamy mijane lokale i uwalniamy się od masy fanów (lub hejterów – w zależności od ścieżki), to zdajemy sobie sprawę, że z pozoru melancholijny klimat jest bardzo pozytywny. Dzielnice oczywiście się różnią, a z każdej części miasta jest widoczny jego symbol. Wrocławianie wszędzie widzą swój Sky Tower, a mieszkańcy Seattle mają Space Needle. Sucker Punch to prawdziwi artyści. Uważam, że Rocksteady powinno się od nich uczyć tworząc swoje Gotham. Przypomina mi się też Prototype, który również oferował nam jesienne klimaty, a w porównaniu z tą częścią jeszcze bardziej widać jak tamtejszym twórcom zabrakło talentu. Jednak dali oni do myślenia twórcom nieSławnego, bo nasz bohater jest napakowany różnymi mocami bardziej niż kiedykolwiek, w tym uwielbianą przeze mnie superprędkością, pozwalającą poruszać się nawet po pionowych ścianach budynków.
Z początku Delsin w ogóle nie posiada mocy. Mieszka on w osadzie Indian. Początek gry jest tak bardzo zły. Co prawda trwa on chwilę i pokazuje genezę i motywacje bohatera, jednak to wciąż Indianie. Rdzenni Amerykanie, którzy są po prostu nudni i dlatego tak słabo sprzedają się w grach wideo. Widać zapracowani developerzy nie grali nigdy w Assassin’s Creed III. Na szczęście Delsin nie nosi stroju ludowego i od początku przejawia bardziej miastowe myślenie. Osada trzyma go w garści, brat policjant nie waha się zastosować bardziej radykalnych środków. Nic dziwnego, że jak pojawia się okazja to chłopak ucieka do wielkiego miasta. Zawsze marzył by wejść na dach Space Needle, a jeśli może przy okazji zrobić coś dobrego dla ludzi ze swojej dziury, to aż się prosi o przygodę. 
Akcja gry dzieje się 7 lat po wydarzeniach z poprzedniej części. To co się wtedy działo, stanowi zaledwie echo przeszłości, choć daje nam solidne podstawy na nową grę. Dzięki niewielkim połączeniom fabularnym, nowy nieSławny jest bardziej przystępny dla graczy nie mających wcześniej styczności z serią, którzy nie będąc przyzwyczajeni do starych schematów, będą jeszcze bardziej zachłyśnięci funem jaki daje tytuł. Bo w kwestii sterowania i rozwiązań niewiele się zmieniło. Mamy kilka usprawnień, trochę nowości, jednak znając poprzednie części będziemy czuli się jak w domu. Mamy więc tradycyjny, ubisoftowy sposób pojmowania miasta, gdzie każdą dzielnicę musimy wyzwolić i zająć się zadaniami pobocznymi, bądź zbieractwem. 
Sprawa najważniejsza to moce. Oczywiste, że z początku nasze zdolności nie są imponujące. Delsin to przewodnik, który ma talent do wchłaniania mocy innych ludzi. Pierwszą nabytą staje się dym. Nie jest on imponujący. Ataki są mniej więcej odpowiednikami tych, które posiadał Cole. Jednak elektryk potrafił poruszać się zwinnie śmigając po przewodach. Tutaj zrezygnowano z tego flagowego numeru. Możemy się za to zamienić w dym i buchnąć w przód. Podstawowe moce nie są imponujące. Dopiero gdy zyskujemy kolejne, zwane neonem, to poprawia się znacznie odbiór. Neon w walce jest co prawda słabszy niż dym, ale stawia na szybkość i precyzję. I właśnie szybkość jest kluczem, jak to mawiał Harrison Wells. Delsin dzięki tej mocy może śmigać dokładnie w taki sposób jak to robi Flash. Biegnie, zostawiając za sobą kolorową smugę. Poruszanie się w ten sposób bardzo mi się podobało, zwłaszcza że można dzięki temu szybko wbiegać na budynki, nie przejmując się grawitacją. To pokazuje, że dla Flasha jest miejsce w grach video i może kiedyś doczekamy się przyzwoitej gry ze speedsterem. 
To nie Flash, to Fetch ucieka Delsinowi. Imponujący efekt.
W grze sterujemy śmiesznym bohaterem i widzę w tym trochę problemu. Śmiesznym, ponieważ stara się być śmieszkiem. Jego luźny styl i poczucie humoru nawet się sprawdza, tylko przeszkadza mi fakt, że koleś jest prowizoryjczykiem. Przez to dostajemy przesadnie bezmyślnego luzaka, na wzór Quicksilvera z X-Menów. Niby ma 24 lata, a zachowuje się jak zbuntowany nastolatek. Zapewne na jego charakter miało wpływ wychowanie w konserwatywnej społeczności, co jest tylko kolejnym argumentem jak złym pomysłem było stawianie na Indian. Na szczęście znajduje on ciekawych przyjaciół. Brak Jessici Alby wynagradza nam fioletowa Fetch. Panna w przeciwieństwie do znanych superbohaterek, nie epatuje seksualnymi atrybutami. Choć nie można jej odmówić urody, to ma ona przyciągnąć przede wszystkim charakterem. O tym jak dobrze się sprawdziła, świadczy fakt że dostała nawet swój spin-off. 
Moce Fetch to istna sztuka.
Gdy dostajemy się na drugą wyspę, podnieta tytułem zaczyna słabnąć. Po minięciu chińskiej dzielnicy, urok miasta zaczyna blaknąć. Może to przez to, że znajduje się na nim zbyt wiele betonowych konstrukcji, używanych przez siły militarne? W każdym razie uświadomiłem sobie, że Seattle właśnie na tym się kończy. Nie ma nic więcej. Tam gdzie rzeczywista Metropolia posiada drapacze chmur, tutaj mamy las. W poprzednich częściach mieliśmy trzy różne wyspy, przez co odbiór urbanistyki był lepszy. Miasto to ważna rzecz, o czym wiedzą panowie z Rockstar. Sucker Punch chyba nie ma czasu ogarnąć GTA V i jej olbrzymiego, różnorodnego środowiska. Seattle, choć jest kilka razy większe niż Gotham z Arkham City, w ostateczności okazuje się za małe, bez wieżowców i z nadmiarem betonu. 
Chińska dzielnica, to ostatnie dobrze wyglądające miejsce w grze.
Mam wrażenie, że również fabuła skończyła się za szybko. Najlepszym na to dowodem jest fakt, że ostatnią moc Delsin zdobywa… już po wszystkim. Jedna z potężniejszych zdolności, chciałoby się ją użyć w akcji, ale tej już nie ma. Jeśli ktoś już wcześniej wyczyścił miasto, to pod koniec nie ma co robić i z nowej mocy nie ma żadnego pożytku. Mam wrażenie, że gra została na szybko poobcinana, np. żeby pojawić się na start nowej konsoli. Takie zabiegi nigdy dobrze się nie kończą. Sporo rzeczy dodano dopiero w późniejszych patchach. Dzięki temu można zastosować sztuczkę by w każdej chwili włączyć świetnie wyglądający deszcz. Jednak najmilszą rzeczą okazuje się tryb fotograficzny. Wiele razy zatrzymywałem się podziwiać widoki i robić zdjęcia. Efekty widzicie na dołączonych do tekstu screenach. 
Muzyka w grze jest bardzo podobna do pobrzdękiwań jakie wprowadził do serii Amon Tobin w pierwszej części. Choć nie odcina się od przyjętych standardów, to daje się w niej zauważyć przewagę gitarowych rifów. Ciągle jest więc utrzymana w hipsterskich klimatach, z delikatną odchylnią w stronę grunge, co ma związek z subkulturą muzyczną wytworzoną w Seattle u zbiegu lat 80 i 90-tych. Słuchać da się również polskiego dubbingu, który jak zwykle jest zrobiony bardzo dobrze, a główny bohater jako prowizoryjczyk jest niezwykle wiarygodny.
Jak dobrze poszukacie, to znajdziecie sklep z japońskimi bajkami.
inFamous podstawową cechą produktu jest możliwość grania jako ten dobry lub wręcz przeciwnie. Zawsze najpierw przechodziłem grę jako bohater, jednak przypadek znajomego pokazał mi, że można inaczej podejść do sprawy. Wspomniany znajomy, choć nie miał obycia w grach konsolowych, gdzie wymagana jest koordynacja dwiema gałkami, po dostaniu kontrolera w ręce zaczął… mordować wszystkich. Początkowo niezdarnie, choć szybko wytłumaczyłem mu kwestie obsługi i zmiany mocy. Przez dobre dwie godziny jatki zmienił mi karmę z maksymalnie najlepszej, na maksymalnie złą. Wpadł on w amok, podczas którego rozładowywał nagromadzone emocje. Osobiście twierdzę, że powinien sięgnąć po bardziej brutalne tytuły, ale jak widać inFamous także nadaje się dla psycholi…

 

Przygody Delsina niestety zawiodły. Nie znaczy to, że nie warto po nie sięgnąć. To świetna gra, ale nie tak dobra jak nas do tego przyzwyczaiła seria. Nie oczekując za dużo, wciąż można się przy niej świetnie bawić. A warto odwiedzić Seattle i zachwycić się jego pięknem. Rozrywka może i nie będzie zbyt długa, ale to i lepiej, zdąży się z niej wynieść tylko te pozytywne wspomnienia. Warto też zapoznać się z dodatkiem, opowiadającym o fioletowowłosej przyjaciółce Delsina, bo niespodziewanie brak indiańskiego rozrabiaki sprawia, że tytuł staje się ciekawszy. Za parę lat ktoś może wspomni biegającą po mieście Fetch niczym Jessicę Albę, bo o Delsinie szybko zapomnimy…
 
Ocena: 7/10
 

Ciekawostki:

 
  • Autorzy gry uznali za kanoniczne zakończenie inFamous 2 związane z dobrą karmą. 
  • Gra ma miejsce w 2018 roku.
  • Seattle jest pierwszym miastem w historii serii zaprojektowanym na podstawie prawdziwej metropolii.
  • Część mieszkańców Seattle to prawdziwe osoby. Sucker Punch zrobiło casting, gdzie przeniosło rzeczywiste postacie do gry za pomocą motion capture. 
  • Gra zaczęła powstawać w momencie zakończenia prac nad inFamous: Festival of Blood. Początkowo oznaczona była jako inFamous 3. W 2010 roku podjęto decyzję by gra trafiła na nowo powstającą konsolę – PlayStation 4. 
  • Studio Sucker Punch podczas tworzenia gry było w bliskim kontakcie z inżynierem Markiem Cernym, opracowującym nową konsolę. Architekt odwiedził studio kilka razy i szczególnie interesowała go kwestia związana z mocą konsoli. Chciał wiedzieć jak duża musi być, bo dobrze działały na niej gry z otwartym światem. 
  • Sucker Punch odpowiada również za rozwiązania wprowadzone w Dual Shocku 4, takie jak touchpad, mogący służyć w grze za czytnik linii papilarych. 
  • Twórcy gry odwiedzili również Polskę. Podczas wizyty w Muzeum Neonów, ujawnili że pracują nad fabularnym rozszerzeniem gry, które znamy obecnie jako First Light
  • Gra w 9 dni sprzedała się w ponad milionie egzemplarzy. Z tej okazji Sony udostępniło za darmo soundtrack z gry, który możemy znaleźć w PlayStation Store.
  • Na początku gry, w szpitalu, możemy dostrzec lalkę przedstawiającą postać Knacka. Knack to jeden z tytułów startowych na konsolę PlayStation 4.
  • W grze pojawiają się loga NEX JEN, co może być odczytane jako „next gen” i ma nam oznajmić, że ta część gry pojawiła się na nowej generacji konsol. 
  • Bank Cooper & MacGrath to oczywiste nawiązanie do bohaterów poprzednich gier Sucker Punch. Sly Coopera i Cole’a MacGratha.
  • Również oczywistym nawiązaniem jest sklep nazwany Cole McG’s Electronics.
  • Delsin na jednym z badzików ma symbol Sly Coopera. Także dzwonek jego telefonu jest związany z tą postacią. Jest to utwór słyszany w menu gry Sly Cooper: Thieves in Time.
  • Symbol Seattle 138 na kurtce Delsina to nawiązanie do utworu zespołu Misfits: We are 138.
  • Delsin używa farby przyjaznej dla środowiska.
  • Delsin początkowo miał być Indianinem, z długimi, kruczo-czarnymi włosami
  • Poza mocami jakie widzieliśmy w grze, Delsin miał używać również mocy szkła oraz mocy kabli…
  • Dotarcie na szczyt Space Needle staje się niemożliwe po misji Rzucenie Rękawicy. Oczywiście istnieje glitch, pozwalający ominąć ograniczenia. Jednak wygląd tego ikonicznego budynku różni się od tego przedstawionego w misji Rzucenie Rękawicy.
  • Gdy gracz zdobędzie platynowe trofeum, to Delsin pogratuluje mu tego faktu.
  • Pseudonim Delsina „Smoker Guy” jest referencją do postaci z dwóch kultowych seriali: Jessi Pickman z Breaking Bad nosił ksywkę „The Smoking Dude”. Podobny pseudonim nosiła także postać z X-Files „The Smoking Man”.
  • W kryjówce Eugena, obok laptopa znajduje się dysk Call of D.U.P.9 co jest jawnym nawiązaniem do Call of Duty.
  • Kilka wietnamskich sklepów nazywa się in-PHO-mous, co nawiązuje oczywiście do serii inFamous.
  • Stacja benzynowa Panda King Gas to aluzja do postaci Panda King z serii Sly Cooper.
  • Na placu zabaw, niedaleko Space Needle, na jednym z murów możemy zauważyć namalowane postacie z poprzedniej serii Sucker Punch: Sly Coopera, Bentleya i Murraya.
  • Kilka prawdziwych przedsiębiorstw z Seattle pojawiła się także w grze, w tym Lincoln’s Toe Tuck.
  • W grze możemy natknąć się na znaki prowadzące na Mercel Street. Ta ulica znajduje się również w prawdziwym Seattle, lecz developerzy umieścili tą nazwę w swoim tytule jako jako hołd dla serii Prototype i jej bohatera Alexa Mercela.
  • Grupa Nirvana we wczesnych latach 90-tych była związana z grunge’wą sceną muzyczną w Seattle. Nic więc dziwnego, że w grze możemy usłyszeć cover ich utworu Heart-Shaped Box. Słyszymy go na początku gry w samochodzie oraz podczas napisów. Wykorzystano go także w trailerach.
  • W grze pojawił się również kontrowersyjny pomnik Lenina. Mieszkańcy Seattle nieustannie zamalowują mu ręce czerwoną farbą. Za to gra przestawiła nam inną wizję dzieła. Pojawia się on jako… rybak.