Ultimate Marvel vs. Capcom 3

Developer: Capcom i Eighting

Wydawca: Capcom
Polski wydawca: Cenega
Data premiery: 11/2011 (PS3, X360)
Platformy: PS3, PS4, PS Vita, Xbox360, Xbox One, Windows
Wymagania: Core 2 Duo 2.4, 2 GB RAM, Grafika 896 MB, 16 GB HDD, Windows 7.1/8.1

Zazwyczaj ostrzegam przed pazernymi wydawcami. Tak było z Warner Bros i Injustice, tak będzie i z Capcom. Podobna, a nawet gorsza patologia. Japoński wydawca jednak ma długą historię w dojeniu graczy i to dla niego wręcz normalne, że wydają poprawiony produkt na rynek. Słowo “ultimate” jest tutaj kluczowe. Przeglądając listę gier jakie brałem na warsztat, daje się zauważyć, że pojawia się ono w różnych produkcjach, w różnych miejscach w ich tytułach. W bijatykach takich jak ta, oznacza to tylko jedno: to nic że zapłaciłeś wcześniej, zapłać jeszcze raz za kompletny produkt.
Ultimate Marvel vs. Capcom 3, to po prostu dopicowana wersja Marvel vs Capcom 3: Fate of Two Worlds. Dlatego tak ważne jest by nie kupować bijatyk na premierę, ale poczekać kilka miesięcy i dostaniemy znacznie bardziej rozbudowany tytuł. A to może robić dużą różnicę. Różnicę sięgającą aż 12 nowych postaci (w sumie 50 wojowników)! Do tego mamy 8 nowych aren! Dołożono także nowe wstawki filmowe do trybu arcade oraz poprawiono balans między postaciami. Naprawiono także tryb multiplayer mający wcześniej problemy z wyszukiwaniem graczy. Dlatego pamiętajcie żeby nie dać się nabrać i nie płacić dodatkowo.

Pomijając kwestie dojenia graczy, czytacie właśnie moją historię o tym jak odbijałem się od ściany. Gdy widzicie te wszystkie postacie Marvela, to naturalne że podnieta rośnie. Kto by nie chciał grać ulubionym superbohaterem? Tak właśnie miałem. Słowo „Marvel” w tytule sprawiło, że nie zastanawiałem się głębiej nad sensem gry. Że jest z Japonii? Rila Fukushima też jest z Japonii i ją uwielbiam, dlatego sądziłem że postacie takie jak Amaterasu (z gry Okami) czy Viewtiful Joe wynagrodzą mi męczarnię z pierdółkowatymi bohaterami gier Capcomu. Częściowo tak nawet było. Jednak radzę uważać. Każdy kto nie przepada za japońskimi bajkami, z miejsca zostanie uderzony w twarz. Ta gra bierze postacie z amerykańskich komiksów i miksuje je w swój bardzo dalekowschodni sposób. 

Pierwsze odpalenie gry było dla mnie (i dla kolegi który akurat u mnie był) czymś jak pojawienie się w przedszkolu, gdzie dzieci krzyczą, rzucają w siebie zabawkami i wylatują z każdej strony. Chaos i uczucie niedowierzania. Nie wiedzieliśmy co się tu właściwie dzieje. Sterujemy trzema postaciami naraz. Gramy jedną, a pozostałe mogą nas wspomagać, lub wchodzą gdy bohater zginie. Ciosy są zadawane dosyć szybko, więc postacie często się zmieniają. Przed walką możemy wybrać czy chcemy grać w sposób prosty czy normalny. I ten uproszczony ma niby być dla świeżaków. W praktyce, nowi gracze zupełnie nie wiedzą jak to ogarnąć, bo wystarczy naciskać bezwładnie kilka przycisków i na arenie dzieją się niesamowite rzeczy. Kolega, cichy mistrz w Injustice i Mortal Kombat, stwierdził że wymięka. 

Przy wyborze postaci, lewa strona to bohaterzy z gier Capcomu. Jest bardzo różnorodnie. Wspominałem już o OkamiViewtiful Joe. Rozpoznałem także bohaterów z Resident Evil (Nemesis!), Devil May Cry, czy nawet postacie z Dead RisingBionic Comando. Nie da się ukryć, że starsi, bardziej doświadczeni gracze, poczują się jak w domu. Natomiast dzisiejsza młodzież, tak namiętnie łykająca League of Legends, odrzuci całą lewą kartę z postaciami. Inaczej sprawa ma się z prawą stroną. Są tutaj postacie znane z komiksów Marvela. Zarówno takie kosmiczne, magiczne i przyziemne. Są nawet mutanci, o co we współczesnych grach co raz trudniej. Możemy pograć m.in. Magneto, Storm, czy Laurą (X-23), nie mówiąc już o Wolverinie czy Deadpoolu. Niby szeroki wybór, ale jednak zabrakło tu moich ulubieńców: Venom, Punisher, Darevil, Blade, Moon Knight… Spokojnie, mamy Ghost Ridera. Są za to osobniki, które parę lat temu nikogo nie interesowały, a po zyskaniu własnych produkcji w MCU, sporo zyskały na znaczeniu: Dr Strange, Rocket Racoon, Iron Fist. 

Nie ukrywam, że chciałem lepiej zrozumieć zawiłości rządzące sterowaniem. Zwłaszcza, że niektóre postacie robią tu dziwne rzeczy. Dodany w tej wersji niejaki Phoenix Wright (koleś z gier prawniczych z NDS) to dla fanów smaczek sam w sobie. Do walki używa… słów? Rzuca różne zdania jak „objection”, czy nawet zbiera z ziemi dowody, którymi może rzucić przeciwnika. By opanować tak udziwnione sprawy, trzeba się mocno wziąć do pracy. Znalazłem więc w menu misje. Dla każdej postaci osobne. Polegają one na wykonywaniu kombosów. Super. Wchodzę do jednej z nich i… gra każe mi wykonać jakiś ruch, ale nie mówi jak to zrobić. Jak to? Gracz zmuszony jest wejść do opcji i odszukać dany atak na liście. A jeśli już go znajdzie, to zamiast określenia przycisku, widzimy że trzeba użyć np. mocnego ataku. I tu kolejne sprawdzanie, gdzie znajdują się ataki lekki, średni i mocny. Takie komplikowanie skutecznie odstrasza nowych graczy. 

Macie więc wybór: mozolnie uczyć się ataków, czy zdać się na żywioł i nabywać doświadczenie w trakcie zabawy. Zabawy, która jest tak dynamiczna, że potrzeba superpercepcji żeby to wszystko ogarnąć. Szybkie ataki, fajerwerki, wyskakujące dymki, postacie fruwające poza plansze, kilka bohaterów naraz czy oczojebne ataki specjalne. Dzieje się za dużo jak na początek. Można to uznać za zbędny chaos. Na arenie jest za gęsto, za to w opcjach biednie. Mamy arcade, versusa, misje, trening… Ewentualnie można jeszcze pograć w sieci. W omawianej wersji Ultimate nawet da się to łatwiej zrobić niż w poprzedniej edycji, która miała problemy ze sparowaniem ze sobą graczy. Gdzieś z boku jest także tryb Heroes and Heralds. Daje on możliwość dołożenia kart, poprawiających zdolności drużyny. Takie urozmaicenie. Wolałbym zamiast tego jakiś tryb fabularny.

Warto opowiedzieć również o grafice. Ta od samego początku urzeka kolorami. Mamy tu fajnie zaprojektowane areny. Wszystkie w 3D, ale jednak płaskie, choć w tle mamy poruszające się obiekty i postaci. Oczywiście fani serii, do których są adresowane konkretne plansze, będą pod wrażeniem oglądając szczegóły tła.  Ja tak miałem z Daily Budge. Umieszczona w sercu Nowego Yorku platforma, wznosi się coraz wyżej, pokazując nam co raz więcej szczegółów miasta, które to fan Marvela doceni najbardziej. Miły dla oka jest także Asgard, czy Shadowland. Wszystko podane w ładnej zeszytowej stylistyce. Już od początku gra wprowadza nam elementy interaktywnego komiksu, które przewijają się w różny sposób w grze. To zawsze jest miły element. 

Muzyka to coś co sprawi, że nie przyzwyczajony do japońskiej mentalności nerd może szybko zacząć grymasić. Ta w menu jest irytująca. Podczas walki są to zmiksowane motywy różnych gier. Wybierając postacie Capcomu, trzeba się liczyć że brzmienia są bardziej infantylne, choć jedyny moment, w którym  nie narzekałem, to wtedy gdy wchodził motyw z Okami. Dźwięki są dynamiczne, świetnie podkreślają dziejący się na arenie chaos. Mają motywować gracza do bezmyślnego klepania w przyciski i podziwiania fajerwerków. Warstwa dźwiękowa wpisuje się w klimat całej gry. Utworów jest dużo i kilka na pewno może przypaść Wam do gustu. Delektować się nimi możemy w galerii.

Ultimate Marvel vs. Capcom 3 to tytuł specyficzny. Wymagający trochę cierpliwości żeby czerpać z niego radość. Zastanówcie się czy jesteście odpowiednimi odbiorcami tego typu gatunku. To nie to samo co Injustice. Licencja na znanych superbohaterów może przyćmić Wam osąd. Pamiętajcie o tym za każdym razem, gdy słowo Marvel łączy się z Capcom, nie ważne jakie przymiotniki są z przodu, a jakie podtytuły w drugim członie. Ta seria bijatyk została stworzona w jednym celu: ma od Was w prosty sposób wyssać ciężko zarobione pieniążki, poprzez kuszenie masą znanych twarzy. Daje to oczywiście sporo okazji do easter eggów, które wprawią w zadowolenie niejednego fana. Jednak nie dajcie się nabrać. A jeśli naprawdę lubicie takie połączenia, to celujcie tylko w tego typu wersje Ultimate. 
Ocena: 6/10

Ciekawostki:

  • Gra w wersji na konsole PS4 (w taką grałem) i Xbox One miała premierę później i jest dystrybuowana tylko w formie cyfrowej.
  • Podobno w grze mogło być więcej postaci, ale trzęsienie ziemi w Japonii sprawiło, że zakończono pracę nad tytułem. 
  • W oryginalnej grze miał pojawić się również Blade, lecz został wycięty, ponieważ nie chciano kolejnej postaci posługującej się mieczem…
  • W kodzie gry dopatrzono się, że w trzeciej części MvC miał pojawić się również Doktor Octopus. 
  • W opcjach gry możemy wybrać w jakim języku ma mówić postać: japońskim, czy angielskim. Czy to zbędny bajer, czy rzeczywiście bardzo potrzebna rzecz?
  • Kiedy wybierzemy w jednej drużynie Kapitana Amerykę, Thora i Iron Mana, to jeden z nich krzyknie „Avengers Assemble”.
  • Kiedy grasz Deadpoolem i pokonasz walczącego w przeciwnej drużynie Magneto, to ten krzyknie „I just beat Mag-Freaking-Neto!!!”, co jest nawiązaniem do profesjonalnego gracza IFC Yipes. Ten będąc raz komentatorem na turnieju Marvel vs. Capcom 2, krzyknął „Mag-f****ing-Neto”. Capcom zaadoptował nieco łagodniejszą wersję tego okrzyku.
  • Deadpool wykonuje atak zwany jako shoryuken. Jest to charakterystyczny atak znany z serii Street Fighter.
  • Plakat na planszy „Days of Future Past” jest nawiązaniem do okładki Uncanny X-Men #141.
  • Kiedy wybieramy alternatywny kostium Iron Mana zwany jako Iron Patriot, ten mówi, że ciągle czuje żel do włosów Normana Osborna. 
  • Gdy Magneto pokonuje Dantego mówi: “Brash, arrogant, rude, even a white head of hair… You remind me of my son in many ways.” Nawiązuje tutaj do swojego syna, Quicksilvera.