batman

The Art of Rocksteady’s Batman

Wydawca: Harry N. Abrams
Polski wydawca: Brak
Autor: Daniel Wallace
Liczba stron: 304
Data wydania: 07/2015

 


Do roku 2009 roku fani komiksów nie dostali żadnej wybitnej gry. Pewne tytuły ocierały się o pierwszą ligę, jednak jeśli coś było na licencji komiksu, to nikt nie spodziewał się że dostaniemy wysokiej klasy, dopracowany produkt. Batman: Arkham Asylum zmienił świat growych adaptacji. Nagle wszyscy zdali sobie sprawę, że masowo wydawany szmelc od Activision, tylko psuje rynek. Komiksowe tytuły dojrzały. Słabe marki zaczęły wypadać z rynku, bo nie mogły dorównać jakościowo temu co oferowało światu studio z Wielkiej Brytanii. 
 
Rocksteady nie ograniczyło się do jednorazowej rewolucji. Z każdym następnym tytułem podnosili poprzeczkę, zawstydzając konkurencję. Arkhamverse, stało się na tyle znaczącym uniwersum, że Batman stanął w jednej linii wśród największych growych marek. Sefton Hill został zasypany listami miłosnymi, a jego półka ugina się od przyznanych nagród. Fani zakładali ołtarzyki poświęcone serii Arkham, by jak najgodniej oddać cześć ukochanej serii. A tam oprócz pudełek z grami, czy komiksami, musi znaleźć się ten wypasiony artbook.

Artbooki to zawsze wielkie tomiska. A ten omawiany to wyjątkowo potężna cegła. W końcu mieści w sobie materiał z aż trzech gier. Pozycja ta jest nie tylko wielka, ale jak to często z artbookami bywa, musi mieć dodającą powagi obwolutę. Gdy chodziłem kiedyś do kościoła, to pamiętam jak przed mszą ministranci dźwigali ciężkie księgi na ambonę, by proboszcz czasem nie nadwyrężył sobie mięśni lub stawów. Tak właśnie będziecie się czuli z tym arbookiem. A nawet będziecie czcić go bardziej niż ksiądz te swoje tomiska. 

Wydawca jest nietypowy. Abrams drukuje dużo artów na podstawie filmów i tam się pewnie spotkał z przedstawicielami Warner Bros, którzy korzystali z usług tej firmy przy okazji obrazów z Batmanem. Jest to rozsądne rozwiązanie. Nie muszę przypominać, że do Warnera należy wydawnictwo DC Comics, dlatego nie można było skorzystać z usług Dark Horse, czy Titan. Dziwnie byłoby karmić szefów konkurencji. Może marketingowo nie jest idealnie, bo nie każdy słyszał o takim artbooku. Jednak prawdziwi fani go nie przegapią. 
The Art of Rocksteady’s Batman to 400 obrazów koncepcyjnych z gry. Okazuje się, że jednak to coś więcej niż oglądanie grafik. Nazwa publikacji sugeruje, że mamy do czynienia ze zwykłym artbookiem. Według mnie lepszym tytułem byłoby coś w rodzaju „Kompendium…” lub „Making of…”, a wszystko przez zamieszczone szczegółowe wywiady z twórcami, opisujące procesy powstania gry. Tak, tekstu jest sporo jak na artbook. To sprawia, że dostajemy podwójne doświadczenie. Nie tylko cieszymy oczy artami, ale również sporo dowiadujemy się o procesie twórczym. 
<
Nie jest niespodzianką układ rozdziałów. Co prawda jest ich 5,  lecz (jeśli odejmiemy wstęp i podsumowanie) to w sumie są one trzy i są poświęcone poszczególnym tytułom. I te właśnie trzy rozdziały zajmują niemal całą objętość artbooka. Zawartość w każdym z nich, skupia się właściwie na tym jak powstawał dany tytuł. Opowieści developerów są oczywiście wzbogacone o stosowny do sytuacji materiał graficzny. Wygląda to tak, że możemy wpierw zapoznać się z wizją jaka narodziła się w głowach twórców gry, a potem zobaczyć jak była realizowana. Oprócz artów zazwyczaj widzimy także finalny model jaki trafił do gry. 

 

O tym, że publikacja jest czymś więcej niż artbookiem przekonujemy się mając do czynienia z rozdziałami o środowisku, gdzie pokazywane są nam rendery 3D otoczenia. Poruszano także sprawy tworzenia sztucznej inteligencji czy stylu walki. Mamy więc tutaj biografię poświęconą wybitnym tytułom, w której dowiadujemy się jak budowano dziedzictwo marki i możemy poznać wiele ciekawostek z jakimi mierzyli się twórcy w czasie developingu. Ten album zdecydowanie powinien się nazywać się inaczej.
Przy Arkham City widać, że prac koncepcyjnych pojawiło się znacznie więcej w porównaniu z poprzednią częścią. Są one gęściej zamieszczone w albumie. Nic dziwnego, że ta odsłona była dla ekipy nowym wyzwaniem. Musieli od zera zbudować Gotham i o ich inspiracjach dowiemy się z artbooka. I podobnie mamy z Arkham Knight, gdzie poprzeczka poszła jeszcze bardziej do góry, dlatego ten rozdział jest największy i najbardziej zagęszczony artami. 

 

Zwierzenia developerów oczywiście ani razu nie nachodzą w stronę spin-offu zwanego Origins. Była to część przygotowana przez inny zespół, więc nie warto jej tu poświęcać miejsca. Zwłaszcza, że wiemy doskonale, że Rocksteady nie uznaje tej części. Część graczy także chciałaby o niej zapomnieć. Zapomnieć za to nie należy o tym wspaniałym dziele. Każdy psychofan rozdrabniający serię Batman:Arkham na kawałki, poczuje się podczas lektury wniebowzięty bardziej niż moherowa babcia na mszy u Rydzyka. 
 
Ocena: 9/10