Silent Hill Omnibus Vol. 1

Scenariusz: Scott Ciencin
Rysunki: Ben Templesmith, Aadi Salman
Wydawca: IDW Publishing
Polskie wydanie: brak
Liczba stron: 432
Data premiery: 10/2008
Pamiętacie Silent Hill? To wielka marka. Legendarna seria horrorów, dostarczająca nam tuziny surrealistycznych koszmarów. Marka,  która z czasem co raz bardziej zaczęła tracić na znaczeniu. Początkowo wykreowane w niej potwory potrafiły przemielić psychikę niejednego gracza. Ostatecznie miasteczko zostało przemielone na maszynkę do pachinko. I pomyśleć, że seria miała powrócić do naszych zepsutych umysłów wraz z projektem Hideo Kojimy i Gueleiro Del Toro. Niestety, Silent Hills nigdy nie powstanie, ale fani zamglonego miasteczka wciąż będą żyć pozytywnymi wspomnieniami jakie wynieśli z nocnych posiedzeń przed konsolą. 
 
 
Pech marki polegał na tym, że każdy chciał ją wydoić. Nie tylko własna firma. Swoje chciwe łapy wyciągnęło także amerykańskie wydawnictwo IDW, które do sprawy podeszło na swój pazerny sposób. Nie jest tajemnicą, że stworzone przez nich historie nie należały do wybitnych. W bardzo luźno adaptowały materiał źródłowy. Początkowo tworzono je w zupełnie innym uniwersum i właśnie te niekanoniczne opowieści zawarto w pierwszym omnibusie. Wrzucono do niego całą pracę jaką wykonał dla serii Scott Ciencin.

IDW się nie cackało i stwierdziło, że z licencji, którą namiętnie doili można jeszcze wydusić trochę grosza. Zapakowało więc swoje „dzieła” w omnibus. Chciałoby się powiedzieć, że to nawet dobrze. To zebrane historie, gratka dla fana, który nie miał okazji zapoznać się z nimi wcześniej. To także fajna sprawa dla kolekcjonera… W tym momencie muszę się zatrzymać. Kolekcjonerzy bardzo zwracają uwagę na jakość wydania. Już na starcie widzimy, że choć to omnibus, to jest on mały. Mały i brzydki. Miękka oprawa jeszcze jest do zaakceptowania, ale design okładki pozostawia wiele do życzenia. Widać, że nie przywiązywano wielkiej uwagi do tej publikacji. Kolekcjonerzy nie chcieliby mieć takiej szkarady na półce. 

 
Omnibus zawiera w sobie pięć historii. Pierwszą z nich jest dobrze znane Dying Inside, wydane kiedyś także w naszym kraju. Wcześniej już się zajmowałem tą opowieścią, więc nie ma sensu się powtarzać. Warto tu także zwrócić uwagę, że do jej stworzenia zaangażowano znanego rysownika – Bena Templesmitha. Choć jego wkład był niepełny, nie przeszkadza to wydawnictwu w aktywnym chwaleniu się że ktoś taki brał udział w tworzeniu serii. Ale skoro nie mają nic więcej do zaoferowania, to czymś trzeba zwrócić na siebie uwagę. 
Three Bloody Tales, to jak sama nazwa wskazuje zestaw trzech opowieści, które wydano wcześniej w jednym trejdzie. Pierwsza z nich, Among the Damn toż to dziwna przypowieść. Mamy żołnierza, Dręczą go wyrzuty sumienia. Chce się zabić. Musi więc trafić do Silent Hill. Tam wchodzi w interakcję z demoniczną panną… Gdzieś po drodze zgubiłem sens tej historii. A może go nie ma? W każdym razie szybko zapomniałem o tym co widziałem. Nie sądziłem, że dalej może być jeszcze dziwniej…
 
Gdy wrażliwy artysta trafi do Silent Hill, to może zrobić tylko jedno: krzyknąć „To miejsce jest niesamowite!” Pewien obibok, swoim nieróbstwem zawstydzający nawet bezrobotnych ze Szczecina, odnajduje swoje miejsce na ziemi. W sumie to każdy z nas chciałby się udać do takiego miasteczka jak Silent Hill. A niejaki Ike żyje tam już rok, malując obrazy i kontemplując o życiu. Jedyną jego rozrywką jest patrzenie jak potwory rozrywają na strzępy osoby, które przypadkowo dotarły do miasta. Scenarzysta pomyślał, że fajnie będzie umilić mu życie, dodając drużynę cheerlederek. A ich liderka jest obeznana w survivalu i dobrze posługuje się bronią palną… Historia ta nawet nieźle się zaczynała, ale dosyć szybko straciła powagę poprzez elementy rodem z Lolipop Chainsaw. Paint It Black to bardzo specyficzna historia…
Ostatnia z trzech, krwawych opowieści jest chyba najtrudniejsza. Skupia się na dobijającym do emerytury funkcjonariuszu. Jakimś cudem nie widział on nigdy żadnych potworów w Silent Hill. Wszelkie sprawy znikających tam ludzi, zwalał na dilerów narkotyków. Gdy pojawia się jego zamiennik, obaj panowie wylądowali oczywiście w upadłym mieście. Potwory znane z opowieści nagle stały się prawdziwe. Tylko po co tam tytułowy Grinning Man? To jakieś ucieleśnienie Lobo, stworzone przez ogarnięty prowizorką umysł Scotta Ciencina. 
 
Finalnie zaserwowano nam historię Dead/Alive. I nie zgadniecie kto powrócił? Christabella, mała dziewczynka z Dying Inside. Powraca także jej siostra Lauryn, która… znalazła sobie chłopaka! Ciekawostka, że jest nim Ike, artysta z powieści Point It Black. I fabularnie wygląda to tak, że Christabella spotyka jakąś wiedźmę, która chce sprowadzić piekło na ziemię… Ok, warstwa fabularna znowu leży. Czytelnik również leży załamany, zakładając że wcześniej nie wyrzucił komiksu przez okno. 
Każda z tych historyjek jest niewarta naszego czasu. Są one na poziomie słabych fanfiction. Sięgnie po nie tylko gorliwy fan gier, który z szacunku dla serii będzie chciał położyć omnibus na ołtarzyku poświęconemu marce. Mogę popastwić się nad autorem i powiedzieć, że poświęcony mu omnibus, jest dla niego czymś gorszym niż złota malina dla aktora. To rzemieślnik, piszący powieści na licencjach, nigdy nie powinien wchodzić na rynek komiksowy. Co pogrąża serię, to także rysunki. Styl narzucony przez sławnego Templesmitha męczy oczy i widać, że później próbowano się od niego odciąć. W sumie cały ten zbiór jest męczący. A po co się wysilać?
 
Ocena: 3/10
 

Ciekawostki:

 
  • W historii Among the Damned, w tle miasta widzimy budynek Arkham’s Treasure. Nazwa odnosi się do dwóch podmiotów: do zakładu psychiatrycznego Arkham Asylum z komików DC oraz fikcyjnego miasta Arkham w stanie Massachusetts, wymyślonego przez H.P. Lovecrafta.
  • Postać Dahlii dzieli imię z innymi postaciami z serii. Osoba o tym imieniu pojawiła się w grze Silent HillSilent Hill Origins. Inna postać nosząca to imię pojawia się w filmie Silent Hill
  • Tytuł historii Paint It Black pochodzi z noszącej taką nazwę piosenki Rolling Stonesów.
  • W początkowej scenie The Grinning Man, pewien mężczyzna mówi, że jest sługą Azathotha. Jest to bóg z powieści H.P. Lovecrafta.