The Walking Dead Season 2

Developer: Telltale
Wydawca: Telltale
Data premiery: 12/2013 (pierwszy epizod)
Platformy: PS3, PS4, PS Vita, Xbox 360, XOne, Windows, Mac Os X, Android, iOS, Kindle Fire HDX
Moja przygoda z serią nie była łatwa. Duża marka komiksowa, która niemal od początku stała się fenomenem. A ja nawet nigdy nie czytałem The Walking Dead. Jeszcze. Serial też mnie znudził, więc po trzech sezonach nie kontynuowałem jego zgłębiania. To źle? W internecie często wyskakują mi obrazki z Neganem i czuję wtedy, że coś straciłem. To nie znaczy, że jestem ignorantem. Jestem obiektywny. Trzeźwe spojrzenie pozwoliło mi ocenić gry bez zbędnej podniety jaką mogą się cechować gorliwsi fani twórczości Kirkmana. 
 
Pierwszy sezon opowieści Telltale był doskonały. Wzruszył mnie i poruszył niemal niczym The Last of Us. Wspaniały tytuł, noszący niejedną dumną metkę gry roku, wielkie objawienie w branży i motor napędowy dla wschodzącego gatunku epizodycznych, niemal samoprzechodzących się przygodówek. A główna bohaterka, nieletnia Clementine, dzielna ocalała, dziewczynka która skradła serca fanów, wizytówka growych przygód. Nie wiele brakowało żeby mogła stać się ikoną niczym Lara Croft. Jednak coś poszło źle. Bardzo źle.
Drugi sezon Walking Dead jest nie tylko kontynuacją losów Clementine. Jest to również opowieść o  zatracaniu się wszystkiego co najlepsze miał do zaoferowania pierwszy sezon. Telltale śmiało wyprodukowało sequel, normalna sprawa. Niesamowita popularność okazała się niesamowitą presją. A z wielką presją powinna iść w parze też wielka odpowiedzialność. Jednak developerzy to nie superbohaterowie. Telltale mogło wykazać się kreatywnością. Po głowie pewnie chodziły im różne niesamowite pomysły. Postanowili jednak stworzyć prostą i wywołującą ziewanie opowieść. Zapewne miała być depresyjna. Fani nie mieli by nic przeciwko chłonięciu smutku. To przecież emocje jakich oczekują. A zamiast tego dostali nudę. 
Pierwsze dwa epizody to właściwie powolne budowanie historii od nowa. Pojawiają się nowi, o wiele słabiej napisani bohaterowie. Pojawia się las. Dużo drzew. Właściwie z dziką przyrodą mamy do czynienia przez większą część gry. To, że pojawiają się jakieś pojedyncze obiekty mieszkalne, wcale nie pomaga. Widać, że grę planowano zrobić szybko, dlatego taki klimat. Zapewne interakcje między postaciami miały nam wynagrodzić ubogie środowisko. W tym problem, że tak nie do końca się dzieje. Dodano m.in. drażniące, płaczliwe postacie kobiece. Widać, że w porównaniu do nich Clementine jest bardzo dzielna i dojrzała, ale poza tym panny nic nie wnoszą i tylko czekamy aż wreszcie umrą. Jeszcze gorzej jest z arcywrogiem. Powoli jest budowana jego legenda. Lecz on sam nie wiele się wyróżnia – klasyczny, schematyczny świr trzymający twardą rękę nad komuną. 
Przełomem okazuje się trzeci odcinek. Nie tylko dlatego, że nie dzieje się w lesie, ale zaczyna w nim wreszcie działać jakaś interakcja między bohaterami, która ładnie się później rozwinie. Dodatkowo epizod ten jest następstwem DLC do 1 sezonu, gdzie powciskano występujących tam bohaterów (tych którzy zostali żywi w naszej grze oczywiście). Mamy wreszcie wtedy cel i postacie się jednoczą żeby go zrealizować. Jednak niektórzy mają inne zdanie, przez co dochodzi do konfliktów. Są tarcia, jest niebezpiecznie, są wreszcie emocje których potrzebowaliśmy. Spotykamy tam też wreszcie kobiecą postać, która nie płacze i ma odpowiednio napisany, skomplikowany charakter, dzięki temu historia w dalszych rozdziałach dużo zyskuje.  
Drugiego sezonu nie nazwał bym prowizorką. Raczej uproszczeniem. Zaginął choćby motyw drogi. Niby podróż jest, nawet zmieniamy stany, ale tego nie czuć. Zapewne przez brak celu, jak i ten nieustanny, jednostajny las…. Ten sezon ma swoje momenty, które potrafią wciągnąć. Jednak zbyt często dostrzegamy brak pomysłów i poprowadzoną na szybko, i na odwal akcję. Widać to chociażby w sekwencjach QTE. Te są do bólu proste. Często ograniczają się do duszenia w jeden przycisk. Nie ma mowy o większym skomplikowaniu, tu poradzi sobie przedszkolak i osoba z demencją. W takich momentach cieszę się, że The Wolf Among Us nie poszło w masówkę. 
Wybory jakie dokonaliśmy w 1 sezonie mają znaczenie. Nie zawsze to dostrzegamy, ale jednak to co robiliśmy jest adaptowane na odpowiednie ścieżki dialogowe. Widzimy to już na początku gry, gdy Clementine w łazience opuszcza butelkę i w zależności od wcześniejszych wyborów krzyczy oh shoot/shit. I co ciekawe, bardziej odczuwa się tu wybory z poprzedniego sezonu niż obecnego. Nie bardzo też potrafię sobie wyobrazić jak rozwiązano tu kwestię braku stanu gry z poprzedniej części. Zapewne gdy zabraknie wcześniejszego zapisu, to nie odczuwamy konsekwencji i wtedy sporo tracimy. 
Drugi sezon zostanie zapamiętany jako ten, w którym marka z poziomu genialnego wpadła w przeciętność. Zmarnowany potencjał. W życiorys Clementine wpisano drętwe brnięcie do przodu przez las. Akcja się posunęła, dziewczynka jeszcze bardziej dojrzała, a fani momentami zbyt dużo ziewali. A najlepsze w tym sezonie jest to, że zakończenie okazuje się naprawdę dobre! I zaryzykuję stwierdzeniem, że wyszło lepiej niż w pierwszej części. W końcówce gry mamy dużo emocji. Zrobiło się tam nerwowo, przez co dosyć niezdrowo. Musimy szybko podejmować decyzje, jest nieprzewidywalnie. I nasze akcje spowodują, że oglądamy jedno z kilku zakończeń. Przynajmniej gra zakończyła się na odpowiednim poziomie. Obawiam się, że to nie wystarczy i dla wielu może wtedy zakończyć się przygoda z Clementine. 
 
Ocena: 6/10
 

Ciekawostki:

  • Piosenka słyszana pod koniec pierwszego epizodu, to “In the Water” zespołu Anadel. 
  • Podczas napisów do drugiego epizodu słyszymy utwór “Where Did You Sleep Last Night”, napisany przez bluesowego muzyka Leadbelly. Słyszymy jego cover nazwany “In The Pines” wykonany przez Janel Drewis. Utwór zdobył sławę kiedy Nirwana zagrała go podczas jednaj ze swoich koncertów unplugged.
  • Piosenka grana na końcu 3 epizodu, to remix utworu “Remember Me” zespolu Anadel.
  • Piosenka z napisów 4 epizodu to “Salty Seas” zespołu Devics.
  • Finałowy epizod nie zawiera utworu wykonywanego przez jakiegoś artystę, tylko wariację głównego motywu serii. 
  • W domku narciarskim znajduje się płyta CD “Cousin Jared’s concert”. Nawiązuje ona do reżysera gry, Jareda Emerson-Johnsona.
  • Dwa easter eggi nawiązują do gry Sam&Max: pies, z którym zaprzyjaźnia się Clementine nazywa się Sam. W domu, w kuchni możemy znaleźć butelkę napoju Banang.
  • Tytuł epizodu 2 House Divided nawiązuje do przemowy Abrahama Lincolna „A house divided against itself cannot stand”
  • Tytuł 3 epizodu In Harm’s Way początkowo miał brzmieć In Cold Blood.
  • Walka Clementine ze szwędaczem w szopie wygląda znajomo? Jest to odwzorowanie pierwszego starcia z nieumarłym osobnikiem jakie odbył Lee w domu Clementine. 
  • Nóż w kuchni, który podnosi Carver, posiada logo Telltale Games.
  • Osoby, które pozostały na końcu DLC do 1 sezonu zatytułowanego 400 Days, pojawiają się w trzecim epizodzie jako członkowie grupy Carvera. 
  • W trzecim epizodzie znajdujemy się w sklepie z komiksami. Możemy dostrzeć wiele tytułów Image: Invincible, Super Dinosaur, Ghousted, Maifest Destiny, czy Outcast.
  • Podczas wczesnej produkcji epizodu drugiego, Kenny miał pełnić rolę protagonisty sezonu. Jednak pomysł ten porzucono i stworzono postać Carvera. 
  • Zanim obsadzono Michaela Madsena, rola Carvera była niewielka. Jednak mając tak znakomitego aktora, Telltale dopisało więcej dialogów mających podkreślać jego zasady i filozofię, które czynią go silną jednostką w komunie. 
  • W grze najdziemy również nawiązanie do filmu Reseivor Dogs/Wściekłe Psy (1992), w którym grał Michael Madsen. W jednej ze scen, Carver patrzy na szachownicę i mówi „white’s in trouble”. W filmie jest postać Mr White.
  • Jak potencjalnie miało się nazywać dziecko Alvina i Rebecki, możecie się dowiedzieć z kartki zostawionej na stole.  
  • Po zakończeniu pierwszego sezonu, Telltale miało dwa pomysły w jaką stronę może iść drugi sezon. Pierwszym było wrzucenie akcji do elektrowni atomowej, co jednocześnie miało odpowiedzieć na pytania dlaczego w czasie apokalipsy nie mamy problemów z wybuchami jądrowymi. Drugim pomysłem było danie Clementine towarzysza w postaci… tygrysa. Zwierzę miało uciec z zoo i wejść w interakcję z dziewczynką. Pomysł odrzucono jako mało realistyczny. Co ciekawe, później w komiksach pojawiła się postać Ezekiela, który rządził komuną nazwaną The Kingdom. Posiadał on własnego tygrysa, Shivę.