The Avengers

Developer: THQ Studio Australia i Blue Tongue Entertainment
Wydawca: THQ
Planowana data premiery: 05/2012
Anulowano: 08/2011
Platformy: PS3, X360, Wii U, Windows
Rok 2010, to wydaje się nie tak dawno temu. Jednak to były zupełnie inne czasy dla komiksowych nerdów. Kinowe Uniwersum Marvela dopiero raczkowało. Boom na filmy komiksowe był już zauważalny, ale wielu fałszywych proroków zwiastowało, że ta moda niedługo minie. Gdyby ludzie umieli przepowiadać przyszłość, to zainwestowaliby w licencję wszystkiego ze znaczkiem Marvela, a do końca życia pławiliby się w bogactwie. Taka szansa nadarzyła się firmie THQ. Nabyli oni licencję na stworzenie gry na podstawie filmu, który miał wyjść za dwa lata. W dzisiejszych czasach wydaje się, że chcieli oni oszukać przeznaczenie. Jeżeli komuś jest pisane umrzeć, to tak się właśnie stanie. A od dawna się zapowiadało, że THQ zniknie z krajobrazu twórców gier.
 
THQ to krętacze. Typowy wydawca, co nabywał znaną licencję, a potem doił biednych fanów. Czasem udało im się zrobić coś sensownego, jak swego czasu Punisher od Volition, ale było to dawno temu i kontynuacji już nie zdążyli zrobić. Prowizorka jak Marvel Superhero Squad szargała dobre imię firmy Stana Lee. Było oczywiste, że w ten sposób daleko nie zajadą. Jednak wyciągali pazerne łapska po licencję „tych od komiksów”, bo to miało jakąś tam sporą grupę fanów, którzy pobiegliby do sklepu po nową grę. Gdy właśnie w 2010 roku THQ otrzymało licencję na Avengersów, to nie podejrzewało że właśnie trzymają w ręce umowę bardziej wartościowszą kupon z szóstką w Totolotku.

Prace nad grą powierzono oddziałowi w australijskim mieście Brisbane. To tam mieściło się małe studio, 80 pracowników, zapewne parobków od czarnej roboty. Panowie z krainy kangurów wcześniej tworzyli tylko badziewia na licencji bajek z popularnych amerykańskich kanałów dla dzieci. Kto by podejrzewał, że poważnie potraktują licencję? A tak się właśnie zanosiło. Słoneczna Australia i w niej mała mieścina z ludźmi mogącymi zmienić historię. Szefostwo daleko za oceanem, to porwali się na największy projekt w historii ich studia.

Panowie z Brisbane chcieli zrobić coś innego niż poprzednie gry na podstawie licencji Marvela, którą doiło także Activision. Za to gry na licencji MCU wypuszczała Sega i robiła to źle, ale to nie było ważne, bo przecież pieniążki wpadały. Austriacy nie chcieli być jak Sega i inni plugawi wydawcy gier ze znaczkiem Marvela. Postanowili iść w innym kierunku. Postanowili stworzyć grę jakiej jeszcze nie było. A w trakcie developingu dodatkowo wymyślili, że lepiej pokazać widok z pierwszej osoby. Tak by gracz mógł patrzeć oczami superbohatera. Tego typu spojrzenie spopularyzował wcześniej tytuł Mirror’s Edge i nie było wiele produkcji korzystających z tego rozwiązania. Kreatywność była po stronie twórców.

Sam tytuł miał być luźno powiązany z filmem. Zapewne nie miał do niego mocno nawiązywać, gdyż obrał on na cel zupełnie inną ścieżkę fabularną. Secret Invasion to wydarzenie w komiksach, kiedy to się okazało, że Skrulle podszywają się pod wpływowych ludzi na naszej planecie, prowadząc w ten sposób tytułową cichą inwazję. Ciekawostką może być to, że event Secret Invasion prognozowany był jako wątek trzeciej części Ultimate Alliance, która nigdy nie została zapowiedziana, ale ktoś, gdzieś tam mówił, że powstaje. A jako, że nad fabułą gry pracował Brian Michael Bendis, twórca komiksowego oryginału, to historia zawierać miała także elementy Secret War (które to elementy zawiera również Ultimate Alliance 2).
 
Dzięki byłym pracownikom możemy dowiedzieć się co takiego miało znaleźć się w fabule. Na pewno miał się pojawić wielki statek-matka Skrulli nad miastem, kierowany przez „kapłanów” na wyższych szczeblach. Inny pracownik zdradził, że elementem fabuły było także zniszczenie Budynku Baxtera, siedziby Fantastycznej Czwórki, poprzez użycie portalu strefy negatywnej. Miało to osłabić ziemską linię obrony. Dowiedzieliśmy się także, że rolę w grze miała odegrać Jessika Drew (Spider Woman), która w późniejszych rozdziałach miała się okazać Królową Skrulli pod przykrywką. A miało to wyjść podczas intensywnego przesłuchania przez Nicka Furego. W tle mieli się przewijać także Vision, Ant-Man i Ultron. Gra rzucać miała nas po całym świecie, lokacjach znanych z komiksów. Mieliśmy odwiedzić Manhatan, Triskelon, Helicarier, statki kosmiczne wroga. Planowano także dodać Savage Land, lecz później porzucono ten pomysł.
Około rok przed premierą filmu Avengers, wyciekły informacje o fabule gry, w której ważną rolę odgrywają Skrulle. Zrodziło to plotki, że także w obrazie zobaczymy tą rasę kosmitów, lecz zostały one szybko zdementowane. Na Skrulle w MCU było jeszcze za wcześniej. Za to gra bez oporu eksploatowała tych obcych przybyszów. Mieliśmy dostać w niej także Super-Skrulli. Ta odmiana miała charakteryzować się posiadaniem wielu mocy. Ich zdolności miały pochodzić od ziemskich herosów, co było fajnym smaczkiem dla fanów. Dla przykładu, Super-Skrull potrafił wydłużać swoje ręce ala Mister Fantastic, lub nawet posiadać adamantowe pazury niczym Logan.
 
Jeśli chodzi o podstawową rozgrywkę, to sterować mieliśmy czterema postaciami. Grać mogliśmy na podzielonym ekranie z przyjaciółmi albo online. Albo łącząc oba te rozwiązania. Widok z pierwszej osoby dawał pewne możliwości, dlatego na konsoli X360 mieliśmy wykorzystać popularnego w tamtym czasie Kinecta. Najważniejszym elementem była odpowiednia kooperacja między postaciami. Każdy gracz miał tak zwany „assist move”, który udostępniał wroga innym graczom, mogącym również wyprowadzać ataki. A jeśli ktoś woli grać samemu, to gra posiadała złożony system sztucznej inteligencji, zdolny naśladować drugą osobę.
 

Gra pozwalała nam wybrać jedną z czterech postaci. Mieli się oni różnić, każdy bohater miał mieć swój własny styl. Ciężko zbrojny Iron Man mógł używać laserów, pocisków rakietowych i latać na ograniczonym terenie. Hulk miał być znacznie wolniejszy, lecz jego uderzenia powodowałyby poważne szkody. Thor miał walczyć dystansowo, czy to młotem, czy przywołując pioruny. Za to Kapitan Ameryka miał szybkimi uderzeniami rozprawiać się z przeciwnikami, plus oczywiście rzucać tarczą. Każdy bohater posiadał atak boostujący, np. Iron Man tworzył pole ochronne wokół innych. Bohaterowie mogli wykonywać również ataki kończące, w trakcie których widok z kamery zmieniał się na trzecioosobowy.

 

Przez pierwsze kilka miesięcy 2011 roku wszystko szło jak po maśle. Jednak istniało ryzyko, że ekipa może nie zdążyć wyrobić się w terminie zaplanowanym przez wydawcę. Wtedy do pomocy przysłano inne studio należące do THQ, również znajdujące się w Australii. Blue Tongue Enterntaiment, odpowiedzialne dotychczas za gry z serii WWE wsparło ostatnie miesiące produkcji. Tworzyli oni etap w Helicarierze.

Wydawca, THQ od lat ledwo sobie radził. Niby jak chcieli przetrwać, gdy wymyślali głupie, casualowe pierdółki pokroju tableta Udraw do konsol? W sklepach zalegało 1,4 mln tego czegoś. W sumie ta zabaweczka przyniosła 100 milionów strat. Źle zaczęło się dziać również podczas premiery Homefront, na początku 2011 roku. To wtedy zaczęto się rozglądać gdzie tu poszukać oszczędności. A studia z Australii zwracały na siebie uwagę tym, że wysysały wiele dolarów i zamknięcie ich miało być bardziej opłacalne niż krajowych zespołów.

9 sierpnia 2011. Wtedy to podjęto decyzję, by zamknąć oba australijskie studia. 200 osób pozostało bez pracy, a komiksowe nerdy na zawsze straciły szansę na dobrą grę o Avengersach, gdyż tytułu nie przekazano do dokończenia nikomu innemu. Bezrobotni pracownicy nie mogli uwierzyć, że tak znakomity projekt został porzucony. Dlatego nie opuścili studia, dalej kontynuowali prace. Kontaktowali się bezpośrednio z Marvelem, by ten przejął projekt i zapewnił mu dalsze finansowanie. W tym czasie stworzono postacie do odblokowania w grze: Black Widow i Hawkeya’a. Planowano stworzyć również Ms. Marvel i War Machine, lecz do tego nie doszło. Marvel odmówił wsparcia i trzeba było zacząć szukać nowej pracy.

Jest jednak jedna osoba, która jest w posiadaniu grywalnej wersji Avengersów. A jest nią scenarzysta Brian Michael Bendis. W styczniu 2015 ktoś zapytał go czy sądzi, że gra pewnego dnia jednak się ukaże na nowych konsolach.

 
„Myślę, że nie. To generacyjna przepaść. Gra była wspaniała. Jest wspaniała. I NIGDY nie zrozumiem jakim cudem można było ją utopić zanim trafiła do sprzedaży, podczas gdy firma dogorywała.”
 
Ja też nie rozumiem. Ten tytuł mógł uratować firmę przed upadkiem, a nawet zapewnić jej świetlaną przyszłość na jaką nie zasłużyła. To była jedna z tych sytuacji, która nauczyła Marvela żeby nie dawać swoich licencji byle komu. Cenne komiksowe marki nie powinny być więcej szargane przez słabe adaptacje gier. Dzięki takiemu myśleniu to Insomniac odpowiada za Spider-Mana, a nie Activision. A Avengersów miejmy nadzieję, że czeka nowe życie które nada im Square Enix.