Wiedźmin: Klątwa Kruków

Scenariusz: Paul Tobin, Borys Pugacz-Maraszkiewicz, Karolina Stachyra
Rysunki: Piotr Kowalski
Wydawca: Dark Horse
Polski wydawca: Egmont
Data premiery: 08/2016 (#1), 05/2017 (zbiorcze)
Data premiery w Polsce: 08/2017
Liczba stron: 128
Poprzedni tom: Wiedźmin: Dzieci Lisicy
Biała okładka, taka jakaś dziwna. Pozbawiona elementów mrocznej fantastyki i totalnie nie podobna do poprzednich tomów. Zupełnie mnie nie ujęła i już obrazek przedstawiający miasto z tyłu tomu bardziej by mi pasował na front wydania. Jednak wszystko tu jest przemyślane. Choć jeszcze nie zdążyłem pograć w Wiedźmina (ale wstyd), to jest w tym sens. Dwie panny widoczne na okładce to przecież dobrze znane Yennefer i Ciri. I na to właśnie spojrzy fan gry, po czym wyjmie pieniążki z portfela i zawyje z zachwytu.
Poprzednie komiksy były tak zrobione, że można było je uznać za część świata gier, ale również książek lub w ogóle nie uznawać ich za bycie częścią żadnego z tych mediów, a nawet kolejnym uniwersum. To było dziwne, gdyż historie powstały na licencji CD Project, więc z miejsca powinny kojarzyć się z grą. Jednak wydarzenia z kart powieści graficznych z grami łączy dopiero historia o klątwie kruków. Design postaci od razu mówi nam, że są to Ci bohaterowie z gier.
Historia jest budowana powoli. Bym zaryzykował stwierdzenie, że o wiele za wolno. Z początku wieje nudą. Mamy dwójkę Wiedźminów, zmierzających do miasta, a po drodze ratują jakąś niewiastę. Już wtedy są wprowadzane podwaliny pod główną fabułę, ale jeszcze tego nie czujemy. Motywem przewodnim staje się tutaj polowanie na strzygę. Straszliwego potwora, z którym lepiej się nie cackać. Jak się jednak okazuje, wszystko staje się co raz bardziej zawiłe i pojawiają się co raz dziwniejsze zbiegi okoliczności. 
W tym wszystkim widzimy tutaj fajnie nakreślone relacje między Geraltem, a Ciri. Starszy Wiedźmin ufa swojej towarzyszce, jednak nie do końca. Brak doświadczenia sprawia, że wciąż nie może spuszczać jej z oczu. A gdy w tym wszystkim pojawi się również znana czarodziejka, sprawa relacji i opiekuńczości okazuje się być jeszcze bardziej zawiła. Zdaję sobie sprawę, że w komiksie mamy ograniczoną ilość miejsca, więc doceniam że dobrze rozrysowano nam pojedyncze charaktery i to jak ze sobą współgrają. Oczywiście, że w grze to jest zapewne lepiej pokazane, ale wplecenie interakcji między bohaterami do zawiłej fabuły wypadło bardzo dobrze. 
Wiadomo, że każdy facet lubi cycki i scenarzysta postanowił rozpieszczać męskie zmysły poprzez pozbawianie kobiet odzienia. Niby przypadkiem, bo podczas kąpieli. Jednak to trochę dziwne. Jest to chyba komiks, w którym bohaterowie pobili rekord jeśli chodzi o największą ilość mycia się na liczbę stron komiksu. Do tego dołożono także zezwierzęcenie ludzi w świecie, w którym to kobieta nie ma szans z grupą napalonych samców. Ciri gdyby nie to, że jest wiedźminką, to regularnie by była wykorzystywana w niegodziwy sposób. Ten świat taki brutalny, ale przez tą dzikość dobrze się go odbiera. Potwory nie tylko chodzą po lasach, ale potworami potrafią być i otaczający nas ludzie.
Obecna historia różni się od poprzednich także rysunkami. Za te odpowiadał nasz rodak, Piotr Kowalski. I do kadrów nie mam zastrzeżeń. Jednak wiem, że Piotra stać na więcej. A może to ten Bloodborne, którego teraz rysuje podsycił mój apetyt na coś niesamowitego? Rysunki są jednak na tyle porządne, że nie zwracamy na nie uwagi. Fakt, że Dark Horse dobrało polskiego artystę jest miłym gestem. Polskie nazwiska znajdziemy także przy scenariuszu, więc komiks choć amerykański, to ma odpowiednio swojskiego ducha. 
Wiedźmin w powieściach graficznych nie został potraktowany na odwal. Jego przygody na kadrach komiksu nie można nazwać złymi. Choć nie mają żadnych wybitnych elementów, to Klątwa Kruków okazuje się udaną historią, której żaden fan białogłowego nie powinien przeoczyć. Osoba nieobeznana w tym świecie także będzie się świetnie bawić. Już nie mówiąc o tym, że w oczekiwaniu na kolejną grę, dobrze pomagają wypełnić pustkę. 
 
Ocena 7/10
 

Ciekawostki:

 
  • Fabuła komiksu ma miejsce po wydarzeniach z trzeciej odsłony gry. Za kanoniczne uznaje się zakończenie, w którym Ciri zostaje wiedźminką i podróżuje z Geraltem po świecie. 
  • Polskie tłumaczenie znacząco różni się od oryginału. Słynny okazał się kadr, w którym wypowiedź pojawiała się w złym dymku. Jednak jak stwierdził wydawca, tak właśnie powinno być, gdyż nie mamy tu do czynienia z prostym przekładem, a adaptacją…