Świat bez Telltale Games

Jesteście psychofanami serii The Walking Dead. Każdy odcinek serialu oglądacie 5 razy, a komiksy macie równo ustawione na ołtarzyku, przy którym wisi wizerunek Roberta Kirkmana, będącego dla Was tym, kim dla Waszej babci był Jan Paweł II. Dlatego w kalendarzu mieliście odznaczony miesiąc sierpień 2018, jako ten w którym nastąpi kolejne wydarzenie kluczowe dla Waszej ukochanej marki – premiera finałowego sezonu The Walking Dead od Telltale. Clementine to w końcu dla fana serii jedna z najważniejszych postaci, więc wydać parę złotych na season pass (nie można było kupić pierwszego epizodu osobno) to wydatek wpisany w budżet. Dla fana wszystko dzieje się idealnie – kolejne sezony seriali, kolejne niesamowite komiksy oraz kolejne epizody 4 sezonu gry…. STOP. Za bardzo się rozpędziłem.
Na gruzach starego, powstaje coś nowego. Tak też było z Telltale. To twór powstały w 2005 roku z byłych pracowników Lucas Art, mających jeden cel: przywrócić do łask gatunek klasycznych przygodówek. Zostali na lodzie, gdyż szefostwo firmy anulowało projekt nad którym pracowali latami. Gra Sam and Max: Freelance Police była niemal ukończona. Wielkie korpo, Lucas Art, nie miał czasu na takie pierdółki. Aspirowali wysoko, tak bardzo że obecnie są częścią jeszcze większego kopro jakim jest Disney. A gdzie w tym wszystkim pasja do gier? Tą zdawało się mieć świeżo założone studio Telltale, które zaczęło karierę od… symulatora pokera. Telltale Texas Holder to nie tylko trudne początki, ale także test ich autorskiego silnika. Następne produkcje pokazały w jakim kierunku chciała się rozwijać niedawno powita ekipa.
Pierwszą komiksową grą było Bone. Siedzący głębiej w gatunku powieści graficznych osobnicy kojarzą markę dzieł wydawanych przez lata 90-te i ciut później, u nas przetłumaczonych jako Gnat. Następnie stworzyli na zlecenie Ubisoftu pozycję na licencji CSI. Wtedy to pierwszy raz rozdzielili grę na epizody, choć ciągle sprzedawali produkt w całości. Ten embrionalny dla firmy okres wykształcił kierunek w jakim rozwinęła się firma. 
W 2006 roku dostali oni 600 tys. zielonych papierków dotacji. Zamierzali więc spełnić swoje marzenie i dokończyć grę Sam and Max: Freelance Police. Lucas Art jednak olał ich tak soczyście jak menele olewają bramy i fontanny. Młode Telltale nie miało szans z korpo, ale ekipa zaradnych pasjonatów się nie poddała i skontaktowała się bezpośrednio ze Stevem Purcellem, twórcą komiksów Sam & Max. Udało się. Pora było stworzyć pierwszą poważną grę. Firma posiadała Telltale Tool, swój autorski silnik i w końcu dostała wymarzoną licencję. Zaowocowało to pierwszą w historii grą, która wprowadza nowy model biznesowy: sprzedaje się w odcinkach. 
Powstało Sam & Max: Sezon 1 i okazało się sukcesem. To nie tylko spełnienie marzeń ekipy, ale i przełom w ich rozwoju (nie dziwi, że zawsze dawali easter eggi nawiązujące do tej pary). Co miesiąc wypuszczano nowy odcinek gry. W późniejszych produkcjach nie udało się utrzymać takiego tempa. Marka Sam & Max doczekała się jeszcze dwóch kolejnych odsłon oraz zaczęto eksperymentować z innymi własnościami jak Wallance and Gromit, czy nawet Tales of Monkey Island (marki należącej do Lucas Art). Firma się rozwijała, jednak przełomu dostarczył jej zakup dużych licencji. Od Universal nabyli oni prawa do głośnych (może w latach 90-tych) filmów jakimi są Powrót do Przyszłości oraz Jurrasic Park. Wtedy poczuli prawdziwy przypływ pieniędzy. 
Telltale zaczynało na komiksach, więc postanowiło iść dalej w tym kierunku. Eksperymenty doprowadziły ich do zainwestowania w dwie dobrze rokujące marki komiksów: The Walking DeadFables/Baśnie (na ich podstawie powstał The Wolf Among Us). Chyba nie muszę mówić jakim sukcesem okazała się gra na licencji Żywych Trupów, a Wilczek choć w cieniu, to również imponował jakością. Był sukces, były wielkie pieniądze. Było uznanie i kolejne firmy oddawały swoje cenne marki z radością, z jaką staruszki wpłacają pieniądze Rydzykowi. Okazy jakie brało Telltale były coraz większe: Borderlands, Minecraft, Gra o Tron oraz nawet poważne komiksowe postacie jak Batman czy Strażnicy Galaktyki
Wraz z wielkim sukcesem coś jednak zgrzytało. Zgrzytał stary silnik, który powodował, że graczom co raz bardziej zgrzytały zęby. Przydałby się dentysta, lub egzorcysta. A zamiast borowania lub rytuałów, mieliśmy pazernych kapitalistów. Gdzieś tam w międzyczasie przewinęła się wiadomość o restrukturyzacji, ale przeszła bez echa. Bez większego echa przeszła również wieść, że byli pracownicy Telltale założyli nowe studio i w 2016 wydali świetną, niezależną przygodówkę Oxenfree (polecam!). 
Wróćmy jednak do 2018 roku. Jest koniec września. Psychofani The Walking Dead wyczekują nowego sezonu, namiętnie podgrywając sobie w drugi epizod wypuszczony przez Telltale i zerkają z uznaniem na portret Kirkmana wiszący na ścianie. Tą błogość przerywa szokująca informacja: firma przestaje istnieć! Telltale zredukowało liczbę załogi z 200 do 25. Cała ekipa dostała pół godziny na spakowanie się i opuszczenie studia. Byłem akurat na wakacjach i newsy o Telltale czytałem z niedowierzaniem. 
 
Choć pracownicy po kilku dniach mogli wrócić po swoje rzeczy, to niektórym z nich zawaliło się życie. Wielu z nich zaczęło pracę niedawno, nawet tydzień wcześniej. Odprawa to oczywiście kwestia marzeń. Miło ze strony innych studiów, że otworzyły swoje drzwi na byłych pracowników, dzięki temu na pewno dużej części uda się przerwać trudny okres. Po kilku dniach wciąż dochodzą do nas szokujące informacje, że z 25 ocalałych osób, które miały dokończyć projekt Minecraft dla Netflixa, powoli zwalnia się kolejne jednostki. 
Konsekwencje dla fanów są równie straszne. Szczególnie psychofanów The Walking Dead, którzy w dniu premiery finalnego sezonu musieli z góry wyłożyć całą kwotę, a dostali dopiero połowę gry. Fani gier komiksowych również są załamani. Jakie złe by Telltale nie było, to jednak zawsze dostawaliśmy fajnie opowiedzianą historię, jak np. w Batmanie, którego zwłaszcza gorliwi miłośnicy DC Comics uwielbiają. Nie mówiąc już o The Wolf Among Us 2, którego premierę przekładano, aż w końcu w ogóle jej nie będzie…
Moje top ich gier jest przewidywalne i u wielu z Was pewnie wygląda podobnie: 1. pierwszy sezon The Walking Dead, 2. The Wolf Among Us, 3. Tales from Borderlands. O ile marki The Walking Dead mi nie żal, gdyż po przygniatającym sukcesie pierwszej odsłony, studio nie umie sobie z nią poradzić, tak smutno mi się robi na myśl o braku kolejnych sezonów innych, lubianych gier. Po komiks Fables sięgnąłem tylko dzięki The Wolf Among Us. Sama seria została już zakończona, a gra mogłaby dalej rozwijać to uniwersum. I to kolejna rzecz, która mi się podobała, że ich gry często kanonicznie działy się w tych samych światach, rozwijały je, a nie tworzyły jakąś równoległą ziemię. 
Telltale dało branży nowy trend, oparty na sposobie narracji, wyborach i rozbiciu opowieści na części (i tym samym eksploatacji portfeli graczy), którego jednak nie potrafili rozwinąć. Jednak inni robili to dobrze, jak choćby twórcy Life is Strange. Hitmana, czy wspomniana ekipa odpowiedzialna za Oxenfree. Nawet po ich upadku, model który stworzyli przetrwa i będzie wykorzystywany jeszcze nie raz przez niejedną ekipę. 
A na koniec dobre wieści. Przynajmniej dla tych psychofanów, którzy mają ołtarzyki The Walking Dead. Możecie oddać hołd Robertowi Kirkmanowi, gdyż osobiście zaangażował się w dokończenie historii. W miniony weekend, podczas nowojorskiego Comic Conu oznajmił, że grę dokończy jego firma Skybound Games, którą powołał do życia kilka miesięcy temu. Osobiście liczę, że zajmą się też innymi adaptacjami dzieł Kirkmana jak Invincible, czy Outcast – w końcu na rynku jest dziura po Telltale na komiksowe produkcje i oby więcej firm próbowało ją załatać.