Stan Lee w grach video

Kim był, co osiągnął, a nawet kogo moletował (taki urok bycia sławnym) mogliśmy przeczytać w wielu artykułach, postach i wspomnieniach, które wyskakiwały nam na każdym kroku. Świadczy to bez wątpienia o jego popularności, której nie osiągnął żaden inny twórca komiksów. Dlatego zamiast zgłębiać jego biografię, wolę skupić się na interesującym mnie fragmencie jego wystąpień w grach video. Stan został ikoną już za życia. Można go było nazwać żywą maskotką. Swoimi występami w filmach kilku skonfliktowanych wytwórni, jednoczył środowisko. Fani go pokochali. Jednak Stan nie ograniczył się do kinowych obrazów i można go było spotkać również w innych mediach. 
Stan Lee urodził się w 1922, a swój pierwszy występ w grze miał dopiero w 2000 roku. Wtedy rodził się boom na filmy superhero, a równolegle wraz z nimi zaczął się wysyp gier o tej tematyce. Stan zaczął karierę w świecie wirtualnej rozgrywki od roli… narratora. Jego głos można było usłyszeć w prastarym tytule Spider-Man na pierwsze PlayStation i jego sequelu Spider-Man: Enter The Elektro.
Na pierwsze prawdziwe wystąpienie w grze video musieliśmy poczekać aż do 2009 roku. Wtedy ukazała się druga część wychwalanej serii Ultimate Alliance, adaptującej między innymi wydarzenie Civil War. Stan Lee zagrał tam senatora, Stanleya Lieberta. Jest to prawdziwe imię Stana Lee. Jego postać wchodzi w interakcję z bohaterami, w tym z Deadpoolem. Pyskaty najemnik zdaje się wtedy zauważać kim naprawdę jest Stan Lee. A jeśli mamy w drużynie postać Spider-Mana, to Stan mówi do niego, że wydawał mu się bardziej „amazing” i „spectacular”. Są to określenia komiksowych serii Spider-Mana. 
Powyższe wystąpienie pokazało, że ze zwykłego cameo można zrobić coś kreatywnego. Niestety, na następny występ musieliśmy poczekać kilka lat. W międzyczasie Stan Lee znowu podkładał głos jako narrator, a to w grze Spider-Man: Shattered Dimensions, by później powtórzyć sytuację w grach na komórki. Wtedy jeszcze gry z superbohaterami nie były traktowane najpoważniej, na szczęście przyszedł Batman i to się zmieniło. Dlatego gry mając za konkurenta serię Arkham, musiały pokazać choć minimalny trud by zadowolić graczy. I to właśnie miało miejsce w 2012 roku, gdy pojawiła się kolejna pozycja, gdzie Stan Lee został potraktowany w specjalny sposób.
 
The Amazing Spider-Man to taka luźna kontynuacja filmu pod tym samym tytułem. Jak na pajęcze tytuły w tamtych czasach, to była nawet dopracowana, ale nie dosyć by uznać ją za bardzo dobrą grę. Tworzące ją studio Beenox wykonało dobre podwaliny pod tytuł, który ukazał się w 2018 roku. Dało nam też ciekawe spojrzenie na Stana Lee. Początkowo w grze słyszymy o jakimś przyjacielu cioci May, co zwie się Stan. Peter nawet używa jego karty kredytowej, po czym dostaje od niego telefon w tej sprawie. Głosu użycza mu oczywiście Stan Lee. A to nie wszystko. Gdy dokupimy DLC zwane Stan Lee Adventure Pack, to będziemy mogli wcielić się bezpośrednio w legendarnego twórcę. Ma on takie same moce jak Spider-Man i jego zadaniem jest przeczesywać Manhattan w celu znalezienia kart komiksów. 
Powyższy przykład to pokazuje dwie rzeczy: jak ciekawie można zrobić cameo postaci oraz jak popularny był już Stan Lee, skoro pazerna firma Activision chciała na nim dodatkowo zarobić sprzedając go jako DLC. Stan powrócił również w sequelu gry, gdzie został właścicielem sklepu z komiksami, Comic Stand. Smaczkiem dla fanów jest, że znak został podświetlony jako „Comic Stan”. Popularność twórcy Spider-Mana była wtedy już tak ogromna, że ciekawe cameo w grach stało się obowiązkiem. Wywiązali się z niego także twórcy gier LEGO.
Gry LEGO są mniej poważne i napakowane easter eggami aż po uszy. Nie ma więc lepszego środowiska dla Stana Lee. Ten pojawia się tam jako… On sam. LEGO Marvel Superheroes to pierwsza gra, gdzie wrzucono popularnego dziadka w środowisko herosów. Sytuacja powtórzyła się w grach LEGO AvengersLEGO Superheroes 2. Gry tego typu to specyficzny świat, więc i Stan mógł być pokazany w specyficzny sposób. Może się on zamienić w… Stan-Hulka. Później dorzucono mu jeszcze możliwość bycia Iron Stanem i Stanbusterem. A w ostatniej grze, gdzie musiał wykonywać misje Gwenpool, dostał do dyspozycji moce Thora, Galactusa i Spider-Mana. 
Widząc jak przedstawiano Stana Lee w grach, pewnie myślicie że studio Insomniac pracując nad swym wielkim dziełem, również w jakiś niesamowity sposób uhonorowało twórcę Pająka. Okazuje się, że choć Spider-Man jest tytułem bardzo dobrym, nie stroniącym od masy nawiązań, to Stana Lee potraktowało zaskakująco… normalnie. Jest to przeciętne cameo, przypominające te filmowe. Stan jako pracownik bistro, w którym lubili się spotykać Peter i Mary Jane, to wstawka urocza, lecz krótka. 
Jednego mogę być pewien. Stan Lee po śmieci będzie jeszcze większą ikoną i każda szanująca się produkcja nie będzie mogła o nim zapomnieć. Nie ważne czy to film, serial, czy gra. Już w tej chwili widzę w internecie zdjęcia, gdzie cosplayerzy oddają mu hołd przy odcisku dłoni w alei sław. Jego nagrobek będzie miejscem pielgrzymek nerdów z całego świata. A zaimplementowanie postaci Stana po śmierci będzie stanowiło dla firm ciekawe wyzwanie.