blacksad

Blacksad: Under the Skin

Developer: Pendulo Studios
Wydawca: Microids
Polski wydawca: CDP – wydawca gier
Wersja PL: Brak
Data premiery: 11/2019
Platformy: PS4, XOne, Switch, Windows


Blacksad to najbardziej niechciana gra komiksowa od czasu jakiś pierdółek z The Walking Dead. Do tego stopnia, że zastanawiałem się czy ktoś ją wyda u nas w kraju. Napisałem więc do CDP, potencjalnego wydawcy, czy zamierzają dać nam Blacksada w pudełku? Jako odpowiedź dostałem informację, że nie zamierzają, ale mają go w twardej oprawie… Trzy znaki zapytania zwizualizowały mi się nad głową, dlatego postanowiłem sprawdzić o co tu w ogóle chodzi. Okazało się, że napisałem do sklepu CDP, a nie wydawcy gier o takiej samej nazwie. Ten właściwy CDP później zamieścił nawet na FB gameplay z gry, zapowiadając jej premierę na połowę listopada.

Już miesiąc przed premierą zacząłem się rozglądać za grą, by zrobić gdzieś preorder i spokojnie odebrać płytkę kiedy tytuł ukaże się na rynku. Dwa tygodnie przed premierą jeszcze żaden duży sklep nie miał jej w ofercie. Zdałem sobie sprawę, że jestem jedną z 5 osób czekających na premierę w naszym kraju. Czułem się jak wybraniec. To nic, że w połowie listopada wychodzi również Dead Stranding (produkt placement), ja oczywiście nie mogłem zawieść swoich czytelników na blogu, gdzie ostatnio i tak wpisów jest tyle, co spełnionych obietnic rządowych.

Grę zamówiłem przez serwis aukcyjny, gdzie pewien warszawski sklep mający w nazwie „dream” wystawił ją przed debiutem gry na rynku. Tytułu nie zamierzali wysłać na premierę wyraźnie chcąc by została w strefie elektronicznych marzeń. Na szczęście zrobili to tydzień później po ponagleniu, tłumacząc się rzekomo opóźnioną dostawą. Trzeba było zadbać o klienta i mu to napisać, to by teraz nie użalał się na blogu. Ludzie chcą przeczytać recenzję, a ta przez taką akcję się trochę opóźniła. Nie mówiąc już o tym, że mój szacunek dla małych sklepów spada. Jednak mimo to proszę Was byście w takich robili zakupy, bo te tak szybko znikają.

Blacksad to awangardowy komiks, po który sięgają osoby pragnące popieścić swoje zmysły estetycze i egzaltować się niezwykłym klimatem będącym swoistym noir w antropomorficznym świecie. Zgłębiając go na antresoli w Czytelni Nova, w poznańskiej Bibliotece Uniwersyteckiej (product placement again) zrozumiałem jaki problem będzie miała gra. Czytając komentarze pod trailerem, wiedziałem już że moje obawy są zrozumiałe. W mózgu mi wirowało pytanie: dlaczego? Dlaczego twórcy gry postanowili zaadaptować komiks w tak przeciętnej oprawie graficznej?

Zaczynając grę nie pozostało mi nic innego jak skupić się na warstwie fabularnej. Nie mogąc dostarczyć nam pięknych krajobrazów, Pendulo powinno chociaż zadbać by Blacksad potrafił wciągnąć i sponiewierać klimatem niczym niesamowite The Wolf Among Us (nikt mi nie płaci za te implementowanie produktów). To okropne uczucie: posiadać grę ze świadomością, że nie jest to dzieło wybitne ani ponadczasowe. Nie będzie 10/10 pod recenzją, a wizja średniaka, z którym muszę się zmierzyć nie napawa optymizmem.

Blacksad zainstalował się błyskawicznie. To bardziej niż podejrzane. I moje paranoiczne zmysły się nie myliły. Coś było na rzeczy. Aktualizacja do gry to… 12 GB. Dwanaście. Assassin’s Creed Unity miał tylko osiem. Tak duża łatka świadczy o przedwczesnej premierze i pracach do ostatniej chwili. Czekałem już tyle na tą grę, to jeszcze musiałem poczekać aż się wszystko pobierze i zainstaluje.

Od samego początku gra waliła we mnie przeciętnością. Akcja dzieje się w latach 50-tych, mamy więc odpowiednią otoczkę. Stereotypowy detektyw palący fajki to nasz główny bohater. W rytmach jazzowych kawałków pobrzdękujących w tle, musi on rozwiązać sprawę morderstwa. Umarł właściciel klubu bokserskiego i jego córka zrobi wszystko by znaleźć sprawcę. Dlatego zatrudnia Johna Blacksada. Ten musi lawirować między przyjaciółmi i wrogami by poznać prawdę.

Rozgrywka polega na prowadzeniu dialogów z postaciami i przeszukiwaniu otoczenia. Wszystko to robimy żeby znaleźć poszlaki. A te możemy ładnie potem łączyć w specjalnym trybie, po to by zdobyć kolejną poszlakę lub przełomową informację, która przepchnie fabułę do przodu. Brzi mi nie najgorzej i sprawdza się nienajgorzej. Jest to najbardziej poprawny element jaki może zaoferować Blacksad. Gra nie ma spolszczenia, więc dla osób nie znajacych angielskiego, duża ilość tekstu będzie wielkim dyskomfortem. Język używany w grze jest potoczny, więc zakładam że dla większości nie będzie to problem.

Większym problem będzie za to wczucie się w klimat. Strefę komfortu musimy przełamać tak wiele razy. Na początku akceptując animorficzne postacie. Potem jeszcze dostosować się do epoki, która jest nudna. Przynajmniej w tej grze. Bo chcąc lepiej ją zgłębić polecam sięgnąć po jakąś Mafię, czy L. A. Noir. Zwierzęta żyjące po wojnie światowej to trudny temat. A w grze pojawiają się takie sytuacje jak obrazy z postaciami biblijnymi w szpitalu, gdzie są one zwierzętami. Poruszana jest nawet kwestia rasizmu. Jak już mówiłem, strefa komfortu będzie wystawiona na wielką próbę. Fani komiksu przyzwyczajeni do takiego stanu rzeczy będą mieli łatwiej.

Chciałbym powiedzieć, że bawiłem się dobrze. Jednak gdy ostatnio robiłem zakupy w Biedronce, to pewien osiedlowy rezydent kupował sobie cztery butelki Kuflowego (to nie reklama, nie polecam). Wydał na to jakieś grosze i dało mu to więcej radości niż mi Blacksad. Dlatego jeśli będzie Was kusić kupno gry, to znajdźcie sobie coś innego do roboty. Słyszałem, że Kojima wypuścił jakąś nową grę – smutno mi jeszcze bardziej, że i ja w nią nie gram.

Twórcy gry dali nam nawet znajdźki. A zbieramy tu… karty ze sportowcami. Widziałem gorsze rzeczy. Jednak sądzę, że lepiej byłoby postawić na bezpieczne okładki komiksów niż wyimaginowanych zawodników. Album nawiązuje trochę do fabuły, która kręci się wokół tych klimatów, ma nam lepiej poprawić odbiór świata. Mnie to jakoś nie przekonało. Wszystkim kolekcjonerom chcę jeszcze od razu powiedzieć, że i tak nie dadzą rady znaleźć wszystkich kart, bo te są zabudowane i nie zawsze da radę je podnieść.

Tak, Blacksad nie dość, że przeciętny, to ma bugi. Niby nie wielkie. A to wysypywał mi się tryb detektywa mający nam pomóc znaleźć wskazówki nakręcające dialogi. Najgorsze zaczęło się w sumie po kolejnej aktualizacji gry. Naprawiła mi ona tryb detektywa, ale… Od tamtego momentu postać zaczęła mi się blokować na przeszkodach! Podczas jednej misji gramy w ciemnościach, nie muszę mówić jaki to był koszmar. Czasem musiałem od nowa wczytać save, a wtedy… Gra załadowała się z kolejnymi błędami.

Na koniec wspomnę jeszcze o wydaniu Blacksad: Under The Skin. Jestem starej daty, więc pudełka są dla mnie bardzo wartościowe. Wam też polecam tą formę zakupu, bo po wielu latach docenicie swoją kolekcję. A nóż Blacksad skończy jak I.T. w latach 80-tych? Dlatego nie wyobrażałem sobie kupna wersji cyfrowej, choć taka byłaby tańsza i nie miałbym problemów z dostaniem jej na premierę. Microids, wydawca oryginalnej wersji zadbał o ekskluzywność wydania nie co na siłę. Miałem podobne wrażenia jak rok temu przyglądając się Asterix & Obelix XXL2. Żeby podnieść atrakcyjność tak średniej gry, pudełko włożono w taki psudoslipcase. A w niego wbudowano tekturkę nadającą efekt 3D. Do tego dołożono 4 pocztówki, a właściwie 4 duże karty postaci. Wszystko jest zrobione na odwal i cała zawartość po prostu lata.

Powiedzmy sobie szczerze. Do tej pory nawet nie słyszeliście, że taka gra miała wyjść. A jeśli jesteście fanami komiksu i robiliście sobie nadzieje, to nie róbcie. Ta gra nie jest warta waszych pieniędzy. To poziom nie wiele lepszy od tytułów jakie możecie kupić w koszach w marketach. Ale dopuszczam możliwość, że komuś może jednak zależeć by mieć ten tytuł. Sądzę, że warto poczekać. Na jakiś wyprzedażach może kosztować tyle co wspomniane już 4 piwa w plastikowych butelkach. To adekwatna cena jak na tej klasy produkcję.

Gry nie ukończyłem. Nie dlatego, że nie chciałem, ale dlatego że postać mi się przestała ruszać i nie mogłem zrobić już nic. A szkoda. Końcowe lokacje wydawały się bardziej dopracowane, a historia zaczęła nabierać nieoczekiwanego obrotu. Niech to będzie dla Was wystarczającą rekomendacją żeby nie sięgać po ten tytuł, który mnie zawiódł. Zawiódł mnie też developer – Pendulo Studio. Zawiódł mnie i wydawca – Microids. Właśnie w ten sposób niszczy się dobre marki.

Ocena: 3/10

Ciekawostki:

  • Jak się dowiedziałem, gra trafiła do cyfrowych sklepów dwa tygodnie przed premierą w wyniku błędu technicznego! Dla mnie to szok biorąc pod uwagę jakie miałem przygody. A na dodatek wydawca prosił graczy by wstrzymali się z zakupem do czasu premierowej łatki, bo gra ma masę błędów!
  • Blacksad jest wielokrotnie nagradzanym nagrodą Eisnera komiksem hiszpańskich twórców Juana Diaza Canalesa i Juoanjo Guarnido. Pięć tomów komiksu było wydawanych w latach 2010-2013. Komiks również był dwukrotnie wydany w Polsce (Siedmioróg i Egmont).
  • W grze umieszczono ciekawe odniesienie do komiksu. Blacksad na biurku umieścił zdjęcie aktorki Natalii Willford. W komiksie była ona jego kochanką, lecz została zamordowana.
  • Gra jest w stosunku do komiksu uznana za niekanoniczną. Jest to po prostu adaptacja.