arkham

R.I.P. Arkhamverse (2009-2015)

Emocje opadły, można spokojnie zorientować się co się właściwie stało. DC Fandom, impreza kupiła nasze serca i sprawiła, że dziecinne MCU choć na chwilę przestało nas męczyć. Spektakularny sukces. Rzesza starych i nowych fanów z wywieszonym jęzorem czeka na The Batman, a reżyserska wersja Justice League budzi ogólną ciekawość. W tym całym szale jest jednak pewna grupa, która może czuć się upokorzona. Gracze.

A to właśnie fani elektronicznej rozgrywki najbardziej czekali na DC Fandome. Warner Bros. przez lata rozpieszczał nas świetnymi tytułami, a Arkhamverse wciąż stanowi wzór do naśladowania. O ile nikt nie czekał na nową odsłonę Injustice, tak cały świat chciał wrócić do wirtualnego Gotham i ponownie uratować miasto przed falą różnych świrusów i psycholi.

batman arkham

Arkhamverse (nie pomylcie z głupim Arrowverse) to świat wykreowany przez brytyjskie Rocksteady, które tak bardzo związało się ze swoją marką, że gdy powstał spin-off robiony przez partaczy z Warner Bros. Monteral, to ojcowie serii nie chcieli uznać go za kanoniczny twór. Jednak nie mieli wyjścia. Duży wydawca wie lepiej, więc w swoim Arkham Knight i tak nielednokrotnie nawiązywali do Arkham Origins. W tej finałowej odsłonie zrobili również coś strasznego (niżej będą spoilery).

Zabili oni głównego bohatera. Już wcześniej, w Arkham City uśmiercili Jokera, co było szokiem. Jednak jak można było pozbawić życia Mrocznego Rycerza? Cały świat dowiedział się, że Bruce to Batman, co oczywiście było dramatem i uniemożliwiało dalszą karierę superbohatera, a także zagrażało jego bliskim. Dlatego ten wysadził rezydencję ze swoim sprzętem i… sobą w środku. Nawet mądry koniec. Ale nie dla serii. Tym ruchem Rocksteady chciało odciąć innym możliwość kontynuacji swojego dzieła. Przez ten samolubny ruch „sequele” bardzo odbiegają od naszych oczekiwań.

arkham

Gotham Knights to nowy tytuł od niedobrych twórców z Montrealu. Z nazwy niby jakiś taki kojarzący się z Batmanem. Trailer pokazuje nam wzuszające przemówienie Bruca, który… nie żyje. To przecież wiemy, że nie żyje. Ale okazuje się, że gra nie należy do Arkhamverse! OMG! Jak to? Przecież Batman nie żyje, wszystko jest rzekomo ciągiem zdarzeń. Ale jednak nie jest. Skoro Batman nie żyje i mamy inne uniwersum, to znaczy że nie wiadomo dlaczego nie żyje. Zapewne zabił go Trybunał Sów, ale ja obstawiam że ukartował swoją śmieć i pojawi się w finale.

Po co nam właściwie ta gra, skoro nie jest częścią kanonu, tylko innym uniwersum? A po to żeby pograć sobie w co-opie online. Odcięcie się od poprzednich dokonań jest dla mnie niezrozumiałe. Granie pomocnikami Batmana to również coś fajnego, ale w singlu i cały czas ma to być możliwe. Jednak nie oszukujmy się, nacisk położono na współpracę i to ona stanowi tu największy smaczek.

Przez takie zagranie, tytuł straci ważny atut jakim jest spokojne przeczesywanie miasta, zaglądanie w każdy zakamarek, szukanie sekretów… Granie po sieci jest nastawione na grindowanie, walki z bossami, współpracę. Eksploracja schodzi tu na dalszy plan. A przecież mieliśmy poznać inne dzielnice Gotham z Arkhamverse, w którym także znajdował się Trybunał Sów. Nic z tego.

W jeszcze większym szoku można znaleźć się kiedy popatrzymy co przygotowali nam ojcowie Batmana. Rockstedy nie odcina się od swojego uniwersum. Daje nam tytuł, który je rozwija (podobno, bo już po oczach biją nieścisłości). Ale co z tego, skoro mamy tu… grę sieciową. Suicide Squad: Kill The Justice League znowu nie jest tym czym sobie wymarzyliśmy. Ta sama drużyna złoczyńców zagości również w kinach, co tłumaczy wzajemne napędzanie podniety przez oba produkty.

Znani bohaterowie Ligi Sprawiedliwych jako bossowie, których mają powstrzymać złoczyńcy, to nie brzmi źle. Ale jak podłożymy to pod grę nastawioną na współpracę w sieci, to nagle wszystko traci urok. Przecież DC Universe Online wciąż egzystuje, ale jak widać tłumów nie przyciąga. Mieliśmy również Infinity Crisis, grę typu MOBA, po której śladu już nie ma. Dlaczego nowe odsłony na licencji DC ponownie stawiają na sieć?

Gdy nie wiesz o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Gry jako usługi, to tytuły które przez lata wciąż są rozwijane, a gracze dostają do nich nową zawartość. W ten sam sposób tworzone jest również konkurencyjne Avengers. Gry, do których można dodawać nowe postacie, nowe poziomy, nowe tryby i oczywiście nowe mikropłatności. Bo to jest tu najważniejsze. Pierdółki za pieniądze. Nowe stroje, boostery XP, czy dające przewagę ataki specjalne. Takie mamy czasy, a wydawcy dopasowują swoje produkty do obowiązujących trendów. Dają graczom to czego oni pragną.

Batman umarł 5 lat temu. Pięć lat naiwnie czekaliśmy na jego wskrzeszenie lub na coś równie niesamowitego co poprzednie odsłony. Omamieni wyobraźnią sami się oszukiwaliśmy. Mogliśmy dostać ciekawe wizje, takie jak pewna anulowana gra, a dostaliśmy co dostaliśmy. Dzieci grające w Fortnite będą zachwycone i entuzjastycznie sprawdzą nowe tytuły, razem z podpiętą do konta kartą kredytową rodziców.

batman arkham

Nie tak dawno temu czytałem, że AT&T, właściciel Warnera i DC Comics, w ramach jakiejś tam restrukturyzacji, chce sprzedać swoje cenne assety odpowiedzialne za produkcję gier. Byłem przerażony. Bo przecież kto będzie tworzyć nowe odsłony Arkhamverse? Ogarnęła mnie panika gdy wyobrażałem sobie jakie niesamowite tytuły przejdą nam koło nosa. I teraz mam to gdzieś głęboko w jelicie. Batman umarł 5 lat temu, a świat wyraźnie nie przyjął tego do wiadomości.