spider-man

Agonia Spider-Mana

Spider-Man to postać dla mnie szczególna. W latach 90-tych będąc smutnym, małym chłopcem, odnalazłem radość życia w kreskówce emitowanej na TVP2. Poniedziałek, godzina 15:00, doświadczałem czegoś niesamowitego. Zobaczyłem bohatera, z którym mogłem się utożsamić i więź ta pogłębiała się przez lata.

Minęły dekady i przygody Petera Parkera wciąż mnie zachwycają. Lecz nie wszystkie. Kierunek jaki obrało MCU mnie dobił. Spider-Man stał się pożywką dla casuali. Jego przygody idą z nurtem wykreowanym przez inne obrazy Marvel Studios, tworząc tym samym blockbusterowe kino familijne. Spider-Man Far From Home będąc dziełem przesadnie luzackim, z dużą dawką głupich elementów komediowych, mających na celu odciążenie widza od przytłaczających dramatów fabularnych. Sprawił, że chciało mi się płakać. Cała sala w kinie wybuchała głupkowatym rechotem, a mi nie było do śmiechu. Tom Holland choć jest doskonałym aktorem, to wystąpił w obrazie, który mnie jako starego fana wręcz obraża.

Żeby nie było, Spider-Man w kinie zawsze miał jakieś problemy. Jednak jeszcze nigdy problemem nie było dla mnie takie upodlenie postaci. Zakładam, że wielu ludzi czytających teraz moje wypociny łapie się za głowę. Ten koleś z bloga ciągle narzeka, nic mu się nie podoba. Najpierw pisze o Śmierci Arkhamverse, którą jednak nie każdy się przejął, bo wizja Gotham Knights okazała się trafiać w gusta niektórych fanów DC. Jednak Spider-Man choć kinowo nie trafiał do takich starych dziadów jak ja, którzy chętnie zobaczyliby ekranizacje Ostatnich Łowów Kravena, albo historii Toda McFarlena, to growy Spider-Man okazał się idealnie skrojoną perełką, perfekcyjnie trafiającą w upodobania wielu pokoleń.

Na konwentach spotykałem wielu fanów Spider-Mana z gry.

Gra od Insomniac okazała się tak dobra, że zapisała się w historii jako kolejny kamień milowy. Sony mogło dumnie się prężyć, bo bez kompleksów stanęli do walki o portfele graczy mając produkt jakościowo równie przyzwoity co konkurencyjne Batmany z Arkham w tytułach. Mogę zaryzykować stwierdzenie, że gra uratowała honor Spider-Mana, sprawiając że wieloletni fani nie zostali pozostawieni z niczym.

Mamy rok 2020. Nadchodzi nowa generacja konsol. Sony wśród graczy ma niesamowitą renomę. Ponad 100 mln sprzedanych maszynek i bogata galeria wybitnych gier ekskluzywnych takich jak Spider-Man sprawiają, że konkurencja została wręcz zmiażdżona. Nie chce tu streszczać teraz całego marketingu Sony i Microsoftu. Powiem w skrócie, że tzw. zieloni muszą ostro się napocić żeby zwrócić na siebie uwagę. A Sony nic nie musi i to właśnie irytuje graczy. Firma wręcz ich olewa nie dawając żadnych informacji o nadchodzącej konsoli, a te co się pojawiają, sprawiają że mamy masę obaw co do przyszłości.

Gdy po miesiącach bawienia się z graczami mniej więcej wiadomo już co i jak, firma strzela sobie kolejne samobójcze strzały. Ceny gier kosztujące 350 zł w dniu premiery to nie tylko dla mnie gruba przesada. I tyle właśnie będzie kosztować spin-off Spider-Mana opowiadający o przygodach Milesa, przynajmniej w kompletnej edycji tzw. Ultimate. Niepełnowartościowa część, ale taki jakby duży dodatek. Twórcy wykorzystają dostępne modele z podstawki, które wrzucą w wyższej rozdzielczości. Mając gotowe środowisko znacznie skrócą pracę i dzięki temu wyrobią się na premierę PlayStation 5 w listopadzie.

Przesadzona cena zapewne szybko spadnie, lecz to właśnie na premierę gracze będą chcieli gier pokazujących moc nowych konsol i zostaną zmuszeni zapłacić tą podłą kwotę. I co ciekawe, okazało się, że to nie koniec dziwnych akcji. Spider-Man: Miles Morales ukaże się również na PS4! Z jednej strony to miłe, że dba się o ponad 100 milionową bazę użytkowników, ale z drugiej pokazuje nam to jakim odgrzewanym kotletem może być nowy Pająk.

Spider-Man: Miles Morales na PS5 pojawi się w tzw. Ultimate Edition. Od zwykłej, stówkę tańszej edycji różni się ona tym, że będzie zawierać remaster pierwszej części. I tu pojawiają się zawiłości. PS5 jest wyposażona w kompatybilność wsteczną. Więc jeśli wsadzimy do niej płytkę z PS4 ta zadziała. I w najlepszym wypadku będzie działać jak na PS4, lecz jeśli gra ukazała się także na PS5 to dostaje update do tej wersji. I Spider-Man: Miles Morales tak właśnie zadziała, choć zrozumiałe, że wtedy nie dostaniemy remastera jedynki. Na szczęście pierwsza część sprzedała się w 13 mln (stan na lipiec 2019), tak więc każdy zainteresowany chętnie włoży ją do PS5 i sprawdzi poprawioną wersję. Nic z tego.

Powaga. Wierni fani Spider-Mana, którzy niejednokrotnie kupili grę na premierę, właśnie zostali olani. Co prawda zadziała kompatybilność wsteczna, ale gra będzie chodzić bez żadnych usprawnień. Żeby pograć w remaster na PS5 trzeba będzie albo kupić Spider-Man: Miles Morales Ultimate Edition na PS5 , ewentualnie kupić wersję zwykłą lub kupić go na PS4 i zapłacić dodatkowo by upgradować tytuł do wersji Ultimate Edition! Remastera nie będzie można nawet nabyć osobno. Dawniej za taki duży dodatek jak przygody Milesa płacilibyśmy ok. 150 zł i tyle według mnie powinna kosztować gra, a dodatkowo płacenie za remaster to po prostu skandal.

Piękny remaster. Jeśli chcecie w niego zagrać to płaćcie.

Jak tłumaczy się Insomniac, wersja na PS5 jest „czymś więcej” i włożyli w nią sporo pracy. Czy CD Projekt robiąc bezpłatny update do Wiedźmina 3Cyberpunka 2077 nie włożyło w nie swojej pracy? Jako fan czuję się bardziej niż olany. Mam tu skojarzenia związane ze schylaniem się po mydło… Paroma błędnymi decyzjami, twórcy stracili całą swoją renomę. Czytam o niesamowitych usprawnieniach jak słynny ray-tracing, zwiększona liczba obiektów, tekstury w wysokiej rozdzielczości.

Skomplikowana akcja z remasterem jednak szybko uległa zatarciu, bo… pojawiła się jeszcze gorsza afera. To tak jak szokując się newsem o zmarnowanych 70 milionach na wybory, maseczkach od intruktora narciarstwa i respiratorach od handlarza bronią, to w pewnym momencie łapieniemy się za głowę i nie ogarniamy jak można się tak kompromitować. I przy Spider-Manie właśnie mamy to uczucie. Bo okazuje się, że Insomniac postanowił zmienić wygląd głównego bohatera. Peter Parker był zrobiony bardzo fajnie, nie słyszałem kiedykolwiek wcześniej żeby ktoś narzekał na jego image. Wręcz przeciwnie, każdy chwalił jego dojrzały, geekowski wygląd, lekko nawiązujący do Andrew Garfielda.

Patrzymy na nową facjatę i widzimy… Toma Hollanda! Mimo, że to nie on, a jakiś podobny aktor, to nikt nie ma wątpliwości co stało się inspiracją. To dla mnie takie uczucie szoku jak przy zakazaniu aborcji. Szczęka nie chce podnieść się z podłogi i wciąż szoruje po posadzce, bo twórcy zaczynają się tłumaczyć. Rzucają jakieś teksty o problemach przy konwersji modelu do rozdzielczości 4K. I dalej nie mogę uwierzyć, że mają swoich fanów za bezmózgich pelikanów, co bez problemu łykną to tłumaczenie i zaakceptują nową zmianę.

Sadystyczna zmiana twarzy. Akcja rodem z komiksów o Jokerze.

Gra, której największym plusem było nie podążanie za filmami, a danie nam autorskiej historii, opartej na motywach komiksowych i charakterystycznych cechach marki z różnych mediów, okazała się iść ślepo za nurtem wykreowanym przez casualowo-familijne MCU. Wyobraźmy sobie panów w garniturach, oni nie przywiązują się do postaci, to dla nich tylko cenne assety. I jak sobie widzą, że filmy radzą sobie fenomenalnie, przyciągając przed ekran przypadkowych widzów, rechoczących ze śmiechu przy co raz bardziej żenujących, głupkowatych scenach. Tom Holland jest słodkim chłopcem dla młodych, próżnych dziewuszek. Zauważyłem też, że luźny ton filmów dobrze trafia do wielu tzw. mangozjebów. A fani płaczą.

Gra sprzedała się w 13 milionach, przynajmniej w zeszłym roku. To więcej niż poprawna ilość. Jak widać napływ gotówki sprawił, że ludzie zamieniają się w pazerne świnie i chcą jeszcze więcej. Sam nie jestem bogaty i oczywiście chciałbym być. Czy gdybym miał masę pieniędzy, to byłoby mi mało i chciałbym jeszcze więcej? Poważnie tak to działa? I dlatego swój największy sukces obraca się w gówno, bo przyciągnie jeszcze więcej casuali?

Przecież mieliśmy dwa odrębne produkty. Gra dla wymagających, starszych fanów oraz film dla przypadkowych widzów, dobry na seanse rodzinne. Oba światy okazały się sukcesami, a mimo to kombinuje się i miesza by pozyskać jeszcze więcej nowych fanów, nie patrząc że w ten sposób traci się unikalność, która właśnie budowała sukces produkcji. Ta strategia może sprawdzić się finansowo, lecz czy sprawdza się wizerunkowo?

Jak już wiemy, dla Sony bardziej wartościowi są przypadkowi fani, dla których zmienia się twarz postaci. A reszta się podśmiechuje. Nowy aktor prezentuje się bardzo… niedojrzale. Ten odświeżony wizerunek skutecznie ośmieszają fani, Peter Parker był jedyną postacią, którą odmłodzono. Dlatego stawiając go obok Mary Jane wygląda on jak jej młodszy brat, a niektórzy nawet widzą w nim jej syna…

Do czego jeszcze posunie się Sony żeby zarobić więcej pieniędzy? Aż się boję pomyśleć. Skoro tak bardzo chcą upodobnić grę do filmów to na myśl przychodzą mi najgorsze cechy MCU: implementowanie głupich żartów, dodawanie słodkich zwierzaczków (to już się dzieje, Miles będzie miał Spider-Kota!), unikanie drastycznych scen przemocy lub usuwanie zbyt mrocznych elementów, które mogłyby zaburzyć równowagę widza, walki z przeciwnikami w rytmach tanecznych przebojów.

Słodko jak w MCU

Boję się co przyniesie pełnowartościowy sequel. Rzekomo mamy postawić na Venoma, choć nic oficjalnie nie potwierdzono. I już mi łzy do oczu napływają jak sobie pomyślę, że z kosmicznego symbionta można zrobić maskotkę niczym demogorgon w Stranger Things. Drogie Sony, drogi Insomniac, proszę Was, nie idźcie drogą MCU. Trzymajcie się swojej obranej ścieżki, tak by w pierwszej kolejności prawdziwi fani postaci byli usatysfakcjonowani, a nie jakiś niedzielny widz.